poniedziałek, 13 października 2014

Wiosna w Gisborne

Nareszcie skończyła się zima i może wreszcie będę miała o czym pisać na blogu. Niestety kilka ostatnich miesięcy okazało się być dość nudnymi i życie upływało nam głównie wokół pracy i spokojnych wieczorów w domu przy filmach.
Pogoda taka sobie, często padało a zwłaszcza w weekendy, a że generalnie nie ma w bliskiej okolicy wielu atrakcji to popadliśmy trochę w stagnację.
Dlatego z radością powitaliśmy słoneczne dni, których co tydzień przybywa.
Wielkich wyczynów jakoś na razie nie było, ale ruszyliśmy się trochę z domu i powoli zaczynamy patrzyć na świat przychylniejszym okiem. Zwłaszcza że zaczynają się nam również klarować plany na przyszłość i inne drobiazgi też.


 Spacery po plaży

I zabawy na ganku:)


Z planów na przyszłość to jak już nasi najbliżsi wiedzą, ostatecznie zdecydowaliśmy się przeprowadzić do Nelson. W Nelson mamy dobrych przyjaciół, którzy gorąco nas zachęcają do wyjazdu a poza tym generalnie z tego co czytamy, pytamy i się dowiadujemy, ma nam znacznie więcej do zaoferowania.
Nie chcę za bardzo narzekać na Gisborne, bo są tacy dla których nie ma lepszego miejsca na świecie, ale nam nie spasowało. Ludzie mówią że w Gisborne można znaleźć wszystko, że tylko trzeba wiedzieć gdzie szukać. Są tu dzikie tereny w sam raz na polowania, i podobno trochę świadka artstyczno-kulturowego, podobno jakaś alternatywa nawet. Jest centrum eko-zielonych i ciekawi ludzie i kluby sportowe, tylko my jeszcze chyba na nie nie trafiliśmy a nie bardzo chce mi się szukać na siłę.
Tak więc plan jest, żeby jak najszybciej wyjechać. Wszystko będzie teraz zależało od tego kiedy nam wreszcie wbiją wizę. Niestety te sprawy poruszają się żółwim tempem. Od kiedy nasza wstępna aplikacja został przyjęta i wysłaliśmy wreszcie wszystkie dokumenty minęły już prawie 4 miesiące a żaden urzędnik nie spojrzał jeszcze na naszą sprawę. Wiemy bo w liście od imigracyjnego z czerwca napisane było że przyznadza nam urzędnika do 16 tygodni. No to zostały im jeszcze 3. A ile będziemy czekać jak już dostaniemy kogoś to nie wiadomo.

Tymczasem będziemy starać się umilać sobie życie jak tylko możemy i zamówiliśmy już sobie urlopy na początek listopada. Plan jest żeby wyjechać w okolice Auckland i wyżej na północ.

A jeszcze dodam z ciekawostek, że Darek nową pracę dostał i teraz jest piekarzem. Sprawa fajna bo pyszny chlebuś mi z pracy przynosi. A jeszcze fajniejsze jest to jak tą pracę dostał. W stolarni gdzie pracował na pół etatu zmniejszyli mu godziny jais czas temu a że w domu piecze dla nas chlebki to wziął ze sobą chleb, do tego zrobił chałkę i poszedł do piekarni.Postawił je gościowi na blacie i powiedział że takie rzeczy umie robić i czy nie ma dla niego pracy. No i zadzwonili do niego po tygodniu że może zaczynać.
I tak od kilku tygodni chodzi na 3 poranki w tygodniu piec chlebki. A żeby sie jeszcze pochwalić to dodam, że Polska chałka prawdopodobnie wejdzie do piekarni na stałę:) Szefowi tak zasmakowała, że Darek będzie w ten weekend robił 30:):)

A tu kilka chlebków które mi ostatnio przyniósł z pracy:)