Czas najwyższy ponadrabiać zaległości, bo tu już środek zimy i powoli narty ostrzymy a ja jeszcze lata nie opisałam:)
Ostatnią naszą większą wycieczkę w te wakacje odbyliśmy do Kakoury. Niewielkiej mieściny na wschodnim wybrzeżu, oferującej wspaniałe widoki majestatycznych gór i morza oraz bliskie spotkania z morskimi stworzeniami, w tym z wielorybami.
Z Kaikoury organizowanych jest wiele wycieczek łódkami oraz samolotami na oglądanie wielorybów i delfinów, a na brzegach wzdłuż drogi spotkać można setki fok, można tu również zjeść najświeższe langusty w jednym z przydrożnych kiosków, choć tu temat przereklamowany, bo langusty co prawda świeże ale cena cztery razy droższa niż w sklepie, (jakieś $100) - sama dałam się skusić więc wiem:)
Nocowaliśmy na Peketa Beach Holiday Park, stosunkowo niedrogi kemping przy samej plaży, trochę słabiej zagospodarowany niż kempingi do których przywykliśmy w NZ, ale niczego w sumie nie brakowało a Liliance bardzo spodobała się łódka podwieszona na drzewie jako kilkuosobowa huśtawka.
Jeśli chodzi o nasze zwiedzanie Kaikoury, to nie zdecydowaliśmy się na żadne oglądanie wielorybów, z jednej strony cena trochę odstrasza cena od $140 za osobę), po drugie podobno nie był to najlepsze czas na wieloryby a po trzecie mamy nadzieję za rok wybrać się tam w większym gronie.
Natomiast jak zwykle na naszych wypadach wybraliśmy się na fajny spacer i narobiliśmy mnóstwo zdjęć.
Widzicie tą czarną płaszczkę przy brzegu??
Już mówię: miejsce które odwiedziliśmy nazywa się po prostu Kaikoura Penisula czyli Półwysep Kaikoura. Jest to fajny szlak który może zająć od 5 minut do 3 godzin w zależności od tego co chce się zobaczyć oraz kondycji. Szlak otwiera kilka ciekawych maoryskich rzeźb przedstawiających sceny morskie jak ten maorys płynący przez wzburzone fale lub ten drugi wyciągający z morza wieloryba. Na tablicach informacyjnym można tez poczytać o historii połowów na wieloryby w regionie. Pierwsze kilkaset metrów ciągnie się drewnianym pomostem wzdłuż wapiennego wybrzeża, następnie trasa wspina się na szczyt klifu do punktu obserwacyjnego. I dla tych którzy nie mają zbyt wiele czasu lub ochoty spacer można zakończyć już tu. My pomimo upału wybraliśmy się dalej, przez dość osłonięte łąki na drugą stronę półwyspu gdzie zeszliśmy z klifu na plażę. Trochę pobawiliśmy się z Lilianką na plaży, poszukaliśmy muszelek i pomoczyliśmy nogi w morzu i wróciliśmy na górę. Liczyliśmy na spotkanie a fokami ale niestety nie udało się nam. na górze podeszliśmy jeszcze kawałek szlakiem i zobaczyliśmy kilka fok na plaży oraz ścieżkę ciągnącą się dołem, ale zdecydowaliśmy się wracać do samochodu ze względu na upał.
Foczki natomiast pooglądaliśmy sobie przy głównej drodze prowadzącej do Kaikoury, (po drodze do słynnego Nin's Bin, czyli niebieskiego autobusu/kiosku w którym sprzedają te horrendalnie drogie langusty) Całe setki dorosłych fok z przesłodkimi maluchami przesiadywało na skałach a my co chwila zatrzymywaliśmy żeby zrobić im zięcia.
Z miejsc które odwiedziliśmy, to podjechaliśmy sobie jeszcze na punkt widokowy oraz do 'oceanarium'. Oceanarium powiem wam wprawiło nas w niemałe osłupienie, można znaleźć o nim informacje w każdym przewodniku, piszą że mają rekina i ośmiornice i langusty i duży wybór morskich ryb i koników morskich. Zapłaciliśmy więc po $8 od osoby, wchodzimy....a tu...kilka akwariów poustawianych na pustakach i ryb tyle co w osiedlowym sklepiku akwarystycznym, a rekin był 40cm , w czymś wyglądającym jak wanna, oraz mała ośmiorniczka w akwarium przyłożonym pustakiem żeby nie uciekła. Była tez sala ryb głębinowych. W całości wykonana z powycinanych rysunków dzieci z pobliskiej szkoły narysowanych fluorescencyjną kredka poprzyklejanych do czarnej ściany w pokoju podświetlonym lampą UV:):):) No szał po prostu!!!! Warto wejść żeby doświadczyć kwintesencji nowozelandzkości:):):) Czy wspominałam już że wszystko w Nowej Zelandii wykonane ręka ludzką jest odwrotnie proporcjonalne jeśli chodzi o urodę, wielkość i w ogóle wrażenie do dzieł matki natury??
Tu poniżej jeszcze wrzucam dwa prześliczne zdjęcia z okolic portu o wschodzie słońca. Chmielu stał się trochę fotografem amatorem i czasem jak ma wenę to wstaje o nieludzkich porach tylko po to by uchwycić fajne światło. Efekt jak widać wspaniały:):)














