Z nowości
Dodam jeszcze że Chmielu przestał się wreszcie obijać i 2 tyg temu p oszedł do pracy:) Puki co zaczepił się u mnie w wiosce jako złota rączka, choć dalej szuka czegoś w swojej dziedzinie. Ale dobrze, że chociaż to złapał, bo planujemy za miesiąc wybrać się na 3 dni do Wellington i jak nic przyda nam się ekstra kasa:)
O naszej emigracji do Kraju Długiej Białej Chmury
poniedziałek, 24 września 2012
Tymczasem dla wszystkich zainteresowanych postępami Lilianki, która ma marginesie za 2 tygodnie skończy roczek pragnę się pochwalić, że kupiliśmy jej chodzik i korzysta z niego codziennie spacerując po domu. Jedyny problem to ściany które stanowią nieprzebyta przeszkodę, jako że Liluszka nie obczaiła jeszcze idei zakręcania. Poza tym dziecko je już samo łyżeczką i nawet siada na nocnik (pod warunkiem, że mama wyczuje moment). W przedszkolu radzi sobie świetnie, bawi się z innymi dziećmi, daje buziaki chłopakom i dzieli się grzecznie owockami z innymi (czy tego chcą czy nie:). Zdrówko też jej dopisuje, nie licząc drobnych przeziębień którym nie ma się co dziwić biorąc pod uwagę fakt, że temperatura u nas w domku wynosi tyle co na polu czyli nad ranem spada do około 10C.
Jeśli chodzi o ulubione zabawy naszej córy to oprócz chodzika i pożerania wszystkiego co wpadnie jej w ręce uwielbia kąpiele, ślizgawkę na placu zabaw (choć na razie ślizga się tylko na brzuchu nogami w dół), ciągnięcie mamę za włosy oraz rozwijanie papieru toaletowego (choć to ostatnie podpada również pod pożeranie wszystkiego co wpadnie jej w ręce:)
Jak zwykle zamieszczam kilka zdjęć:
Prawdziwa Kiwiska:)
Śniadanko
Nasza pierwsza "wanienka";)
Jeśli chodzi o ulubione zabawy naszej córy to oprócz chodzika i pożerania wszystkiego co wpadnie jej w ręce uwielbia kąpiele, ślizgawkę na placu zabaw (choć na razie ślizga się tylko na brzuchu nogami w dół), ciągnięcie mamę za włosy oraz rozwijanie papieru toaletowego (choć to ostatnie podpada również pod pożeranie wszystkiego co wpadnie jej w ręce:)
Jak zwykle zamieszczam kilka zdjęć:
Prawdziwa Kiwiska:)
Śniadanko
Nasza pierwsza "wanienka";)
Chyba wreszcie idzie wiosna:)
A w każdym razie pogoda zaczęła dopisywać i w ten weekend byliśmy bardzo zajęci. Przede wszystkim to w sobotę wybraliśmy się na wycieczkę. I to nie sami:) Wspominałam już chyba o moim znajomym z pracy Ronim i jego rodzince. Więc właśnie z nimi i ich znajomymi wybraliśmy się na spacer wzdłuż jednego z naszych strumyków. Mamy ich tu kilka i wzdłuż każdego z nich poprowadzone są ścieżki spacerowe. Spacer zakończyliśmy wspólnym piknikiem na łące i sama nie wiem kto miał z tego więcej przyjemności: my czy dzieciaki. W każdym razie było super a tu zdjęcia na dowód:)
Natomiast w niedzielę podjechaliśmy na comiesięczny targ na którym sprzedaje się tylko rzeczy dla dzieci i niemowląt. W przeważającej części są to rzeczy używane, ale można tam dostać wszystko i to w super cenach. My kupiliśmy fotelik samochodowy dla Lilki za $35 i rewelacyjne nosidełko Vaude za tyle samo. Poza tym kilka zabawek, książeczek i 2 sukienki za dolara od sztuki:):)
Natomiast po południu podjechaliśmy sobie na plażę w pobliżu naszego 'punktu widokowego' (Paritutu ) ale zamiast zdjęć Chmielu kręcił filmy, niestety będziecie musieli na nie trochę poczekać, ponieważ zużyliśmy cały nasz miesięczny limit na internet i film by się chyba z tydzień ładował:)
A w każdym razie pogoda zaczęła dopisywać i w ten weekend byliśmy bardzo zajęci. Przede wszystkim to w sobotę wybraliśmy się na wycieczkę. I to nie sami:) Wspominałam już chyba o moim znajomym z pracy Ronim i jego rodzince. Więc właśnie z nimi i ich znajomymi wybraliśmy się na spacer wzdłuż jednego z naszych strumyków. Mamy ich tu kilka i wzdłuż każdego z nich poprowadzone są ścieżki spacerowe. Spacer zakończyliśmy wspólnym piknikiem na łące i sama nie wiem kto miał z tego więcej przyjemności: my czy dzieciaki. W każdym razie było super a tu zdjęcia na dowód:)
Natomiast w niedzielę podjechaliśmy na comiesięczny targ na którym sprzedaje się tylko rzeczy dla dzieci i niemowląt. W przeważającej części są to rzeczy używane, ale można tam dostać wszystko i to w super cenach. My kupiliśmy fotelik samochodowy dla Lilki za $35 i rewelacyjne nosidełko Vaude za tyle samo. Poza tym kilka zabawek, książeczek i 2 sukienki za dolara od sztuki:):)
Natomiast po południu podjechaliśmy sobie na plażę w pobliżu naszego 'punktu widokowego' (Paritutu ) ale zamiast zdjęć Chmielu kręcił filmy, niestety będziecie musieli na nie trochę poczekać, ponieważ zużyliśmy cały nasz miesięczny limit na internet i film by się chyba z tydzień ładował:)
sobota, 15 września 2012
No to mamy kolejny deszczowy weekend.
Nie wystraszyliśmy się jednak pogody i pojechaliśmy na wycieczkę do Pukeiti Parku. Przepiękne miejsce w samym środku lasu deszczowego. Z tego co się dowiedzieliśmy jest to swego rodzaju rezerwat w którym starają się odtworzyć naturalne Nowozelandzkie warunki i współpracując z Uniwersytetem sadzą nieraz rzadko spotykane gatunki. Generalnie na terenie parku rośnie ponad 250 różnych gatunków roślin z czego połowa to drzewa. Niestety pogoda nie pozwoliła nam cieszyć się zbyt długo urokami parku, (a mi zupełnie odebrała ochotę na fotografowanie) za to usiedliśmy sobie w czymś co można chyba nazwać świetlicą i poczęstowaliśmy się darmową - tak darmową- kawką:).
Z ciekawostek dzisiejszego dnia to wspomnę jeszcze, że zgodnie z naszymi założeniami zabraliśmy się (a właściwie Chmielu) za domowe wypieki i nasz pierwszy samodzielnie upieczony chlebus wygląda tak:
Nie wystraszyliśmy się jednak pogody i pojechaliśmy na wycieczkę do Pukeiti Parku. Przepiękne miejsce w samym środku lasu deszczowego. Z tego co się dowiedzieliśmy jest to swego rodzaju rezerwat w którym starają się odtworzyć naturalne Nowozelandzkie warunki i współpracując z Uniwersytetem sadzą nieraz rzadko spotykane gatunki. Generalnie na terenie parku rośnie ponad 250 różnych gatunków roślin z czego połowa to drzewa. Niestety pogoda nie pozwoliła nam cieszyć się zbyt długo urokami parku, (a mi zupełnie odebrała ochotę na fotografowanie) za to usiedliśmy sobie w czymś co można chyba nazwać świetlicą i poczęstowaliśmy się darmową - tak darmową- kawką:).
Z ciekawostek dzisiejszego dnia to wspomnę jeszcze, że zgodnie z naszymi założeniami zabraliśmy się (a właściwie Chmielu) za domowe wypieki i nasz pierwszy samodzielnie upieczony chlebus wygląda tak:
wtorek, 11 września 2012
Witam po chyba miesięcznej nieobecności:)
Nareszcie po wielu dniach oczekiwania mamy internet i będę mogła ponadrabiać blogowe zaległości. Co prawda nie ma tego jakoś strasznie dużo, bo pogoda ostatnio nie dopisywała więc ani zdjęć nie będzie ani relacji z wycieczek. Za to opowiem troszeczkę o tym jak nam się żyje od przeprowadzki.
Przede wszystkim to wprowadziliśmy się do zupełnie niumeblowanego domku więc przez ostatnie tygodnie koncentrowaliśmy się na moszczeniu sobie gniazdka. Dzięki temu, że pracuję tu gdzie pracuję dostaliśmy trochę mebli więc nie musieliśmy się bardzo wykosztowywać. Choć i tak na razie wydajemy 2 razy tyle co zarabiam:/ Na szczęście takie sprzęty jak łóżko, stoły, lodówkę, pralkę, kanapy i szafy z szufladami dostaliśmy. (niestety część z tego do zwrotu ale nie musimy się spieszyć). Natomiast musieliśmy zakupić krzesła, grzejniki, lampki, zastawę i całą górę kuchennych drobiazgów, no i oczywiście sprzęty do uprawy ogródka i nasionka:)
Generalnie to domek zaczyna wyglądać normalnie, choć wielu rzeczy jeszcze nam brakuje. Ale powoli zaopatrujemy się głównie w tzw hospice shopie, czyli sklepie ze starociami z drugiej reki który zyski przeznacza na dofinansowywanie tutejszego hospicjum. Ostatnio udało się nam kupić fajną dębową komódkę której jedynym mankamentem jest to, że ktoś przejechał ją białą farbą. Już postaraliśmy się o szlifierkę i Chmielu w wolnym czasie przywróci naszą komodę do dawnej świetności. Planujemy w ten sposób odnawiać sobie mebelki i może w przyszłości uda nam się co nieco sprzedać:)
Poza tym to jak już wspomniałam zabraliśmy się za ogródek. Posadziliśmy truskawki, fasolkę, kalafiory, brokuły, kukurydzę, buraczki, kapustkę itp. Mamy tez w planie pomidorki, bakłażany ogórki i cukinię ale czekamy na cieplejszą pogodę. (W nocy w dalszym ciągu bywa poniżej 10 stopni a na północnej wyspie ostatnio spadł śnieg, więc czekamy na wiosnę).
Zdjęcia naszego domku zamieszczę innego dnia ponieważ tak na prawdę jeszcze go nie sfotografowaliśmy.
Nareszcie po wielu dniach oczekiwania mamy internet i będę mogła ponadrabiać blogowe zaległości. Co prawda nie ma tego jakoś strasznie dużo, bo pogoda ostatnio nie dopisywała więc ani zdjęć nie będzie ani relacji z wycieczek. Za to opowiem troszeczkę o tym jak nam się żyje od przeprowadzki.
Przede wszystkim to wprowadziliśmy się do zupełnie niumeblowanego domku więc przez ostatnie tygodnie koncentrowaliśmy się na moszczeniu sobie gniazdka. Dzięki temu, że pracuję tu gdzie pracuję dostaliśmy trochę mebli więc nie musieliśmy się bardzo wykosztowywać. Choć i tak na razie wydajemy 2 razy tyle co zarabiam:/ Na szczęście takie sprzęty jak łóżko, stoły, lodówkę, pralkę, kanapy i szafy z szufladami dostaliśmy. (niestety część z tego do zwrotu ale nie musimy się spieszyć). Natomiast musieliśmy zakupić krzesła, grzejniki, lampki, zastawę i całą górę kuchennych drobiazgów, no i oczywiście sprzęty do uprawy ogródka i nasionka:)
Generalnie to domek zaczyna wyglądać normalnie, choć wielu rzeczy jeszcze nam brakuje. Ale powoli zaopatrujemy się głównie w tzw hospice shopie, czyli sklepie ze starociami z drugiej reki który zyski przeznacza na dofinansowywanie tutejszego hospicjum. Ostatnio udało się nam kupić fajną dębową komódkę której jedynym mankamentem jest to, że ktoś przejechał ją białą farbą. Już postaraliśmy się o szlifierkę i Chmielu w wolnym czasie przywróci naszą komodę do dawnej świetności. Planujemy w ten sposób odnawiać sobie mebelki i może w przyszłości uda nam się co nieco sprzedać:)
Poza tym to jak już wspomniałam zabraliśmy się za ogródek. Posadziliśmy truskawki, fasolkę, kalafiory, brokuły, kukurydzę, buraczki, kapustkę itp. Mamy tez w planie pomidorki, bakłażany ogórki i cukinię ale czekamy na cieplejszą pogodę. (W nocy w dalszym ciągu bywa poniżej 10 stopni a na północnej wyspie ostatnio spadł śnieg, więc czekamy na wiosnę).
Zdjęcia naszego domku zamieszczę innego dnia ponieważ tak na prawdę jeszcze go nie sfotografowaliśmy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)