wtorek, 13 listopada 2012

Co do kursu mieszkania i wizy.
Jak pisałam wcześniej Pat chciała wysłać mnie na kurs w ramach którego miałabym podpisać zobowiązanie na pracę u nich na 2 lata. Okazało się, że wbrew temu czego się obawiałam nie muszę wcale zapisywać się na kurs a Pat zaproponowała go tylko po to żeby łatwiej mi było się potem starać o wizę. A co do zobowiązania to jest to forma odpracowania kosztów kursu i w razie gdybym zwolniła się wcześniej musiałabym oddać pieniądze tylko za nieprzepracowane miesiące:)
W każdym razie sprawę kursu na razie odłożyłam na później bo najpierw muszę załatwić nam nowe wizy, aby wszystko było jak należy. Jak niektórzy wiedzą dostałam wizy na 2 lata na prace dla mojej Wioski jako opiekun, no a oczywiście jako opiekun nie pracuję. Musze więc złożyć podanie o nowe wizy żeby przypadkiem ktoś się do mnie nie przyczepił. Jako, że mój zawód jest tutaj uważany za 'wykwalifikowany' miałam nadzieję od razu starać się o wizę rezydencką, niestety okazało się że aby moja profesja została uznana za wykwalifikowana muszę mieć 3 lata doświadczenia zawodowego i odpowiednie kwalifikacje. Kwalifikacje może uda mi się z moimi studiami obejść ale doświadczenie będę musiała sobie wypracować:(
Czyli i tak czeka mnie jeszcze 3 lata pracy w wiosce, chyba że dostanę gdzieś indziej robotę jako pracownik socjalny (wtedy nie musiałabym robić doświadczenia i pokrywałoby się w 100% z moimi studiami).
No w każdym razie stanęło na tym, że muszę złożyć podanie o nowa wizę pracowniczą, żeby się wszystko zgadzało w papierach czyli wybulić jakieś $800 bo Chmielowi i Lilce tez muszą nowe wystawić.

No a co do domku który oglądaliśmy. Cud świata to to nie jest ale znacznie lepszy od naszego. Też ma duży ogród i nawet kilka drzewek cytrusowych i 3 sypialnie, dpdatkowo ma nowiusieńką kuchnie z okapem! wyłożoną płytkami a nie pilśnią i nową łazienkę, też wyłożona płytkami i na pewno ma izolacje w ścianach bo widzieliśmy pod zlewem watę, nie wiemy jak z izolacją podłogi i sufitu ale generalnie dom jest jasny, czysty z  nowymi dywanami i kurtynami i duuużą pralnią którą można zutylizować jako spiżarkę. Jedyne czego nie wiemy to cena i obawiamy się że za taki standard babeczka zawoła więcej niż płacimy teraz, a niestety nie możemy sobie pozwolić na wyższą cenę. W każdym razie zostawiliśmy jej nasz numer telefonu i czekamy czy zadzwoni, podobno będzie się szykowała do wynajmowania domku za miesiąc bo musi dokończyć remont (łazienka była jeszcze rozkopana).

No a teraz z innej beczki - w zeszłym tygodniu wybraliśmy się na super wycieczkę na druga stronę góry:) Nasza strona góry jest podobno lepsza bo jest dużo cieplejsza i faktycznie nabawiłam się koszmarnego przeziębienia z którym walczę do teraz ale warto było bo było przepięknie. Najpierw podjechaliśmy do  'Hollard Garden' - przepiękny ogród pełen rododendronów z czymś czego w Polsce nie uraczysz: kącikiem piknikowym z wybudowanym wielkim zadaszonym grillem z płytą a że akurat ktoś z niego korzystał to nie wiem nawet czy to grill gazowy czy elektryczny ale normalnie można wpaść z rodziną i sobie usmażyć kiełbachy. Pewnie trzeba go sobie wcześniej zarezerwować ale czy nie super- grill w parku dla każdego?? I zaraz obok grilla jest plac zabaw i altanka.
No a po ogrodzie poszliśmy 'w góry' na wodospad. Miała być niby godzina spaceru po buszu ale my obróciliśmy w pół godzinki i zorganizowaliśmy sobie piknik z zakupionego wcześniej pieczonego kurczaka i buły serowo czosnkowej (nasz stały repertuar piknikowy:) no i wtedy mnie dopadło przeziębienie. Lodowaty wiatr prosto ze szczytu plus posiadówka zaraz po rozgrzewającym spacerze to nie jest dobra kombinacja:(
A tu kilka zdjęć:
















poniedziałek, 12 listopada 2012

Pukeiti Garden

Pukeiti Garden

Przede wszystkim znowu przepraszam za zaległości. Dopadło mnie choróbsko i nie chciało mi się siadać do komputera. A właściwie to padałam spać o 20.00 razem a Lilianką. Już myślałam  że mi przeszło a tu mnie znowu dopadło i chyba się wybiorę do jakiego lekarza bo już się na mnie krzywo patrzą w pracy
Tymczasem tak jak obiecałam zamieszczam kilka zdjęć z wycieczki po ogrodach. Mięliśmy u nas u nas festiwal ogrodów więc byłoby grzechem nie wybrać się do kilku, także zaliczyliśmy dwa: po raz kolejny zawitaliśmy do Pukekury i do Pukeiti w którym też raz już byliśmy ale, że akurat padało to nie robiliśmy żadnych zdjęć.  A więc podziwiajcie:):)










piątek, 2 listopada 2012

Wreszcie wydażyło się kilka rzeczy o których warto napisać
Po pierwsze zdałam sobie właśnie sprawę  z tego, że jeszcze nie opisałam mojej pracy, a to w końcu tam spędzam większość mojego czasu a poza tym pierwsza rzecz dotyczy pracy.
Tak więc jak niektórzy już wiedzą moja paca polega na organizowaniu dziadkom rekreacji. Sprawa wydaje się prosta i taka jest z ta drobną różnicą, że dla osoby która nie zna kraju, miasta, ludzi nie jest to aż takie łatwe. Generalnie kiedy zaczęłam prace 4 miesiące temu wskoczyłam od razu na głęboką wodę ponieważ po pierwsze miałam trening tylko przez 2 tygodnie a potem przejęłam cały biznes i biorę za wszystko odpowiedzialność a po drugie okazało się że będę pracowała za dwóch-dosłownie!! Mamy bowiem 2 budynki-dom opieki i szpital i w przeszłości na każdy przypadało po 1 terapeucie a od lipca miałam zostać tylko ja, czyli w sumie mam ponad 70 podopiecznych!! Musiałam więc obdzielić czasem oba budynki i tak skończyło się na tym że poranne zajęcia robię w szpitalu a popołudniowe w domu opieki czyli i w jednym i w drugim budynku ludziska przez pół dnia nudzą się jak mopsy. Czuję się z tym niezbyt dobrze dlatego staram się im organizować jakieś formy rekreacji nawet kiedy mnie nie ma czyli np puszczam im filmy albo muzyczkę albo zajęcia relaksacyjne na DVD, przygotowałam im całą szafę różnych pierdół z których mogą korzystać jak puzzle czy robótki na drutach, przychodzi tez do nich kościół raz na 2 tygodnie (Anglikański i Armia Zbawienia, co nie przeszkadza im chodzić na oba), fizjoterapeuta raz na tydzień i dziadek który czyta im gazety co poniedziałek. Gorzej, że muszę rejestrować codziennie co kto robił a jak mnie nie ma to skąd mam wiedzieć kto brał w czym udział...
No a jak jestem to organizuje im koncerty (musiałam trochę pogrzebać w papierach żeby znaleźć numery tel), gram z nimi w bingo, karty, gry planszowe. Organizuje im pikniki, teatry i muzea, zabieram na zakupy i do banku. Pomagam czytać listy, grzebię w ogródku, organizuję zajęcia plastyczne i popołudniowe posiadówki przy kawusi. Zapraszam ciekawych ludzi i.... zwierzęta. Kombinuję książki do biblioteczki, przebieram się za kowboja, wysłuchuję zwierzeń i plotek, robię za prywatnego adwokata i doradcę, pomagam w makijażu i układaniu włosów, szukam zgubionych sztucznych szczenek i aparatów słuchowych a czasem nawet pokoi, zapinam staniki, sznuruję buty, wycieram okulary, zapraszam rodziców....tak rodziców na kolację (tak, tak wyimaginowanych) itp itd... Generalnie roboty mam co niemiara i z reguły się nie wyrabiam zwłaszcza że niestety biurokracja wkrada się wszędzie i każde moje zajęcie muszę rejestrować. Każdemu z moich podopiecznym muszę wypisywać opinie i projektować plany opieki. Muszę pisać raporty i ewaluację. Wypełniać formularze finansowe i rozliczać się z książeczki czekowej. Musze każdego rezydenta rozliczać z biletów oraz planować miesięczne i tygodniowe plany zajęć. Telefon mi się urywa bo co chwile załatwiam nowych ludzi na koncerty i przemówienia i na prawdę nie było łatwo żeby się w tym wszystkim odnaleźć w 2 tygodnie. A prawda jest taka, że jestem sama samiuteńka, nie mam nade mną nikogo na kogo mogłabym zrzucić odpowiedzialność czy zapytać się o radę albo chociaż podzielić się pomysłem, jestem jedynym pracownikiem który zajmuje się rekreacją i jedyna osoba nade mną to główna menadżerka którą obchodzi tylko to żeby się raporty zgadzały i nie było pomyłek w rozliczeniach. Tak więc jakkolwiek praca jest przyjemna to pierwszy raz w życiu jestem zupełnie sama i chociaż mogę robić co tylko chcę to szkoda mi czasem, że nie mam z kim podzielić się genialnym pomysłem na zaproszenie właściciela kucyków (razem z kucykami) z okazji wyścigów konnych w Melbourne i pewnie znowu wszyscy opiekuni będą mi mieli za złe, bo przesunęłam porę obiadu o godzinę i będą mieli więcej roboty... i żeby tylko żaden kuc nie zesrał się na dywan bo wtedy będę tez miała przerąbane u sprzątaczek...:)
No a teraz do sedna... Byłam ostatnio u właścicielki prosić o pisemko z nową ofertą pracy dla mnie, bo jak niektórzy mogą nie wiedzieć wizę dostałam na pracę jako opiekun a nie terapeuta. Musze się teraz wystarać o nową wizę z pozwoleniem o pracę jako terapeuta zajęciowy i przy okazji mam nadzieję że uda mi się załatwić od razu status rezydenta. Tak więc byłam u niej i dowiedziałam się że Patrycja (właścicielka wioski) chce mnie wysłać na kurs Terapeutów Zajęciowych - żebym była w pełni wykwalifikowana. Kurs ma być częściowo opłacony przez firmę i jedyny haczyk jest w tym, że będę musiała podpisać zobowiązanie że zostanę u nich na 2 lata... Ale, ale, to nie wszystko, widząc moją zdziwioną minę powiedziała mi że budują zupełnie nowy ośrodek kilka kilometrów od nas. Pierwszy ośrodek w kraju tylko dla osób z demencją w którym będą mieli całe mnóstwo rozrywek dla rezydentów w tym warsztat dla panów i kuchnie dla pań oraz przystanek autobusowy: To dla tych którym nagle wpadnie do głowy pomysł aby odwiedzić rodziców, będą mogli iść na przystanek i po kilku godzinach czekania jak wrócą do domu będzie im można powiedzieć że przecież dzisiaj święto państwowe i autobusy nie kursują....:):) No i Pat chce żebym w przyszłości pracowała w tym ośrodku. (Dla tych którzy nie wiedzą demencja objawia się cofaniem się w latach - mam w ośrodku panią która myśli, że jest w internacie z koleżankami w szkole tańca i jestem jej ulubioną koleżanka-generalnie myśli że jesteśmy w tym samym wieku))
Na razie jeszcze nie wiem co o tym myśleć, na pewno będę miała mniej podopiecznych tylko czy opłaca mi się tracić kolejne miesiące na naukę skoro sama nie wiem czy chce wiązać swoją przyszłości z tym zawodem. Bo w mojej branży nie wyciągnę więcej jak 18 na godzinę a z moimi studiami mogę się starać o pracę w opiece społecznej gdzie spokojnie można zarobić dobrze ponad 20 na h.

No a druga sprawa o której chciałam napisać to to, że koleżanka z pracy dała mi cynk, że jej sąsiadka ma zajebisty dom do wynajęcia, a że nasz jak pisałam mimo, że przestronny to jest zimny i planowaliśmy się z niego wyprowadzić za pół roku to idziemy jutro oglądać ten drugi.
No to tyle na dzisiaj, siadam do jakiejś gry!!:)
A następnym razem napisze jak domek i zamieszczę kilka zdjęć z zeszłotygodniowego spaceru po kolejnym parku!!