poniedziałek, 13 stycznia 2014

Rok 2014 czas na poważnie zacząć

No to tym co się nie chce czytać nie czytajcie bo ten post jest w sumie bardziej dla mnie, żebym nie zapomniała kiedyś i jeszcze spojrzała z perspektywy czasu na wydarzenia ostatniego roku. No i jeszcze kilka celów na najbliższy rok sobie ustalimy:):)
Ostatnie podsumowanie było w lipcu (dokładnie rok po przyjeździe). Teraz po 6 miesiącach nadszedł czas na zrewidowanie planu, tak na zakończenie jednego roku i dobry początek drugiego:):)

Puki co większość tego co sobie założyliśmy całkiem nieźle nam wyszła, bo pracę zmieniałam i to na dokładnie tą co chciałam bo w CYF, z Maida Vale pożegnaliśmy się z uśmiechami na twarzach, a tydzień temu zostaliśmy wybrani z puli zainteresowanych wizą rezydencką i czekamy na formularz aplikacyjny:):):) Jupiii!!!
Przeprowadzka się udała choć nie dokładnie tam gdzie chcieliśmy, no i z Polinezji puki co nic nie wyszło i wygląda na to, że przez jakiś czas jeszcze nie wyjdzie.

Ale brniemy do przodu i jak to my, wymyśliliśmy sobie kolejny cel do którego będziemy teraz dążyć. Mianowicie po dwóch miesiącach  w Gisborne doszliśmy do wniosku, że to jeszcze nie to i puki co na następną przeprowadzkę wybraliśmy sobie Nelson. I tak po cichu mam nadzieję, że będzie to już nasz ostatni cel podróży i będziemy mogli powoli zająć się projektem własnego domu i zapuszczaniem korzeni:):) Kiedy się tam przeprowadzimy ciężko w sumie powiedzieć bo szykuje się nam kilka zmian. Przede wszystkim moje ukochane siostry maja zamiar nas odwiedzić w przyszłym roku, więc możliwe, że do ich przyjazdu zostaniemy tutaj. ( tym bardziej że mam z ich przyjazdem i odwiedzinami innych członków rodziny związanych kilka pomniejszych pomysłów:)
Kolejna sprawa to auto. Skoro będziemy mieli gości to trzeba ich czymś wozić więc przydałby się większy wóz i tu prośba - nie przyjeżdżajcie w więcej niż 3 osoby bo ktoś będzie musiał biegać za autem na wycieczki.
No a wiza teraz to już jest kwestia formalna wiec nawet nie wspominam:)
To chyba tyle z długoterminowych planów. A z tych krótkoterminowych to Chmielu musi sobie wreszcie robotę znaleźć a ja czekam na pierwsza podwyżkę. No i jeszcze przydało by się pojechać do tego Nelson na rekonesans.

sobota, 11 stycznia 2014

Święta i po Świętach / Waikaremoana

Miała być objazdówka po wybrzeżu a wyszło siedzenie w domku, no może nie tak do końca ale na pewno nie pozwiedzaliśmy tyle co byśmy chcieli. Ale tak czy siak trochę przez Święta i Nowy Rok porobiliśmy więc zdam relacje.

W nastrój Świąteczny oprócz tony pocztówek z Maida Vale które moi byli podopieczni pięknie udekorowali i podpisali na zajęciach plastycznych wprowadził nas rodzinny Świąteczny grill u Lilianki w przedszkolu.
Dzieciaczki przygotowywały się od tygodni ucząc się piosenek i przygotowując ozdoby. Rodzice poprzynosili jedzonko i było na prawdę bardzo miło. Dla mnie szczególnie bo to Darek codziennie zawozi i odbiera Liliankę więc ja nawet nie wiem za bardzo co ona tam robi. Tak więc kilka zdjęć:

 Kartki od dziadków. Nie zdziwiłabym się jakby połowa z nich nawet nas już nie pamiętała, ale i tak miło się mi zrobiło!!

 Mój mały dionizosek:)!!



No a potem przyszło wolne i tak jak pisałam, z porządnego kempingu nic nie wyszło bo prognoza pogody zapowiadała deszcze na cały tydzień. Okazało się że wcale nie było tak najgorzej wiec i tak trochę pojeździliśmy.
Przede wszystkim podjechaliśmy sobie na cały dzień do Anarua Bay. Przepiękna zatoka z wysepkami, cicha, spokojna a i jeszcze szlak przez busz. Spędziliśmy tam cały dzień, Lilianka popluskała się w ciepłym jak herbata bajorku, no i szlak tez zaliczyliśmy. Bardzo fajny z resztą, dwu godzinny i niesamowicie różnorodny. Była wspinaczka przez busz, przez łąkę, las sosnowy, koryto strumienia, pastwiska rodem jaz z Shire i z powrotem nad morze. To właśnie jest chyba jeden z lepszych uroków Nowej Zelandii, nigdzie tak jak tu nie zmieniają się tak krajobrazy. Zobaczcie sobie sami na zdjęcia:







Następnych kilka dni pogoda faktycznie nie dopisywała, ale i tak mieliśmy co robić w domu bo przyszedł czas na Wigilię. Trochę mięliśmy z tym urwania głowy, bo tak samo jak w zeszłym roku brakowało nam wielu niezbędnych składników. Najgorsze było to, że mieliśmy sobie zakupić wszystko w Polskim sklepie w Auckland (przez internet), tylko że karta visa na która czekaliśmy doszła dokładnie w dzień przed Wigilią więc nie zdążyliśmy z zakupami online.
Na szczęście już zawczasu nakisilismy sobie kapusty i buraków, tylko grzyby które tak pieczołowicie suszyliśmy w zeszłej jesieni nam zapleśniały. Pół dnia jeździliśmy po sklepach w poszukiwaniu grzybów no i znaleźliśmy w sklepie Śródziemnomorskim... grzyby i całe mnóstwo innych niezwykle ciekawych specjałów. W każdym razie zakończyło się tym, że musieliśmy się jedynie obejść bez śledzi, ogórków kiszonych i karpia.
A tak wyglądał nasz stół Wigilijny.

Po wigilii już nigdzie nie jeździliśmy ze względu na pogodę, aż do Nowego Roku. 
Po Sylwestrze który spędziliśmy w domu z butelczyną szampana pogoda się poprawiła postanowiliśmy wiec wypróbować nasz nowy namiot i wyjechaliśmy na jedną noc nad jezioro Waikaremoana. 

Było przepięknie!! Las, jezioro, słońce. Namiot spisał się świetnie. Jest na prawdę przestronny i wygodny, bez problemu w pierwszej komorze zmieścił się nam dmuchany materac w rozmiarze king a w drugiej spokojnie zmieściłby się drugi. Ale nie o materacach mam tu pisać tylko o jeziorze, a właściwie dwóch.
Z jeziora Waikaremoana prowadzi malownicza ścieżka do drugiego jeziora, bardzo wyjątkowego. Znajduje się bowiem na nim wyspa a na niej trzecie jezioro. I tam własnie się wybraliśmy.
Wyobraźcie sobie scenę z filmu typu Śpiąca Królewna: ścieżka w lesie, mech, paprocie, promienie słońca przeświecają pomiędzy wiekowymi drzewami... no po prostu idealny las, jeszcze tylko Bambiego brakowało!!! A na końcu ścieżki lazurowa plaża nad krystalicznie czystym jeziorem. Achhh, szkoda, że mięliśmy tylko jeden dzień:

Podróż nad jezioro, widok na naszą zatokę


A tu nad jeziorem



Pierwszy wieczór nad Waikaremoana. Trochę się chmurzyło i obawialiśmy się czy wyjazd był dobrym pomysłem, ale pogoda szybko się poprawiła i tego wieczoru podziwialiśmy piękny zachód słońca.



 Rano dzień następny. Śniadanko:):) 




Strumienie i wodospady:



Widzicie nas tam na górze???


I droga nad drugie jeziorko: Waikareiti





No jakby je tam ktoś specjalnie posadził, te paprotki!!


I bajecznie błękitne Waikareiti










A to już tak na zakończenie w drodze powrotnej, takie tam skałki: