wtorek, 20 stycznia 2015

Święta, święta i po świętach

Jak to zwykle u mnie bywa, z dużym opóźnieniem ale wreszcie jestem. Na moje usprawiedliwienie mam to że padł mi laptop. Tak wiec puki co zdjęcia wszystkie stracone. Udało nam się jedynie uratować te na karcie z aparatu no i jako że Chmielu zawsze okupuje swoją stacje kontroli nad światem (PC) nie miałam za bardzo okazji dorwać się do bloga.

A działo się u nas ostatnio bardzo wiele, co opisze w kolejnym poście a na razie zamieszczę zdjęcia ze Świąt.

Jako że Święta wypadły czwartek/piątek, jak zresztą i Nowy Rok i udało mi się wycyganić 3 dni wolnego w pracy to w sumie skończyłam z 9 dniami lenistwa.
Nie będę się dziś rozpisywać za bardzo na ten temat (bo Chmielu już łypie okiem) ale tylko wspomnę że postanowiliśmy to wolne wykorzystać na wyjazd do Opotiki na nasz ulubiony kemping: Busheaven.
Ostatnio wygnał nas stamtąd tropikalny front i super ulewa, ale teraz pogoda w miarę dopisała i ostatecznie z 2 dniowego wyjazdy zrobiło się 5 dni:)







Wykorzystamy ten czas na lenistwo nad strumieniem, spacery po buszu i zwiedzenie wybrzeża.
Święta w Nowej Zelandii słyną z przepięknych kwitnących na czerwono drzew pohutukawa na nasze wybrzeże os strony Opotiki jest nimi usiane. Więc przejażdżka wybrzeżem zaowocowała paroma zdjęciami.










Dodatkową atrakcją podczas naszego wyjazdy była niezapomniana przejażdżka trasą widokową przez Motu Trail (generalnie jest to widokowy szlak rowerowy, ale droga otwarta dla samochodów). Muszę w tym miejscu pochwalić niesamowite umiejętności prowadzenia pojazdu po offroadzie mojego męża. Jednopasmowa polna droga miejscami zasypana głazami, dwukierunkowy ruch, skalna półka  nad przepaścią (z której osypują się wyżej wymienione głazy) przeprawy przez strumienie, oraz zakręty 180* to tylko niektóre z atrakcji.