Tak więc wróciłyśmy całe i zdrowe do Nowej Zelandii pod koniec czerwca. No i zima pełną piersią. Co po Polskiej czerwcowej pogodzie było trochę szokiem dla systemu, ale dałyśmy radę:)
Znaczy tez zima w wykonaniu Nowozelandzkim, czyli ograniczająca się do porannych przymrozków:)
Pracę zaczynałam dopiero w Sierpniu, więc miałam dużo wolnego czasu, natomiast Chmielu dalej studia i szkoła na pełen etat dlatego niestety dość ubogo było w tym roku z wyjazdami. Ale nie żeby tak całkiem w domu siedzieć, tak to nie:) W końcu jak jest szkoła to i ferie muszą być, a więc znalazło się troszkę czasu na wycieczkę. A że zima to gdzie lepiej jak nie na gorące źródła!!
Tak więc zaliczyliśmy powrót do Hanmer Springs i pogoda dopisała lepsza niż ostatnio, to i zdjęć też więcej. Tylko z samych źródeł brakuje, bo nie mamy odwagi z aparatem po basenach się szwendać.
Chmielu jak zwykle z pełnym poświęceniem wstawał czasem nawet o 5 rano, żeby fajne słońce złapać, więc podziwiajcie:
Po drodze do Hanmer Sprngs, krótki postój nad zamarzniętym jeziorkiem:) Bardzo malownicze
Tu też widok z drogi, takie ciekawe formacje
No a to już te oszronione poranki
Oprócz samych źródeł w Hanmer Springs jest też kilka fajnych miejsc na spacer, tutaj podeszliśmy sobie na punkt widokowy:
Jedna rzecz która się nam w Hanmer Springs bardzo podoba, to to że jako jedno z niewielu miejsc w NZ, samo miasteczko wygląda Europejsko, taka Alpejska mieścina (a nie dziki zachód), z zadbanymi domami, czysta, aż chciałoby się zamieszkać:)
























































