niedziela, 23 lipca 2017

Przyjazd Rodzinki, wycieczka do Abel Tasman

Po powrocie z naszej objazdówki nadszedł czas na odrobinkę odpoczynku, a że kilka tygodni wcześniej nie udała się nam wycieczka to Ancorage Bay, postanowiliśmy ją powtórzyć, z ta różnicą że i w jedną i drugą stronę zamówiliśmy sobie łódkę:):)
Tym razem pogodę mieliśmy fantastyczną i nareszcie nasi goście poznali czym jest abel Tasman National Park:















Przyjazd Rodzinki: Twizel, Tekapo, powrót do domu

To już ostatni post ze zdjęciami z wycieczki po południowej wyspie. Po Milford Sound ruszyliśmy w stronę centralnej części wyspy: Jezior Pukaki i Tekapo. Tu zaplanowane mieliśmy dwie noce w miasteczku Twizel i trochę jeżdżenia pomiędzy wyżej wspomnianymi jeziorami.
Pierwszym co rzuciło się nam w oczy była całkowita zmiana krajobrazu i klimatu, teren zrobił się dużo bardziej płaski i otwarty, z wielkimi górami w tle, no i powietrze jakieś takie ostrzejsze a właściwie całkiem zimne i suche, zamiast zieleni wszędzie dominowały żółcie i brązy.



W dzień naszego przyjazdu to Twizel, w górach spadło też dużo śniegu, co oczywiście miało swoje plusy-piękne zdjęcia i minusy: chmury zasłoniły nam widok na Mt Cook oraz ze względy na śnieg nie podjechaliśmy do wioski Mt Cook.
Ale wracając do ciekawych miejsc, jadąc do Twizel od strony Queenstown w okolicy miasteczka Omarama, uważni obserwatorzy mogą zobaczyć w oddali dziwnie wyglądające skały, są dość daleko i z drogi nie wyglądają wcale imponująco, ale zdecydowanie polecam o nie zahaczyć. Clay Cliff, czyli gliniane klify są zerodowanymi przez wodę i lodowce ostrymi stożkami, z bardzo wąskimi przejściami i z bliska wyglądają jak z innego świata. Nie jest to miejsce w którym można się zgubić na godziny, ale na około 30 minut. Fajny przystanek po godzinach drogi z Queenstown.




A tu takie widoczki po drodze, i nie, Chmielu nie podciągnął niebieskiego w Photoshopie!! Ta woda ma taki kolor naturalnie i zawdzięcza go lodowcowi:)






A takie kanały, niezwykle długie  i w sumie nudne zrobione oczywiście przez człowieka, łączą ze sobą trzy główne jeziora regionu McKenzie (Tekapo, Ohau i Pukaki) i mimo że specjalnie nic ciekawego w nich nie ma to amatorom wędkowania mogą dostarczyć wielu radości, ponieważ można w nich wędkować na naturalnie tu występujące pstrągi (które podobno osiągają imponujące rozmiary) i oraz łososie które pouciekały z lokalnych farm.

Po rozpakowaniu się w przytulnym wynajętym domku wybraliśmy się pomoczyć tyłki w gorących basenach w Tekapo oraz obejrzeć słynny maleńki kościółek nad brzegiem jeziora w którym swoje msze mają wyznawcy Anglikanizmu i prezbiterianie (oczywiście w innych godzinach). Kościółek jest tez miejscem gdzie bardzo dużo młodych par przyjeżdża sobie robić ślubne zdjęcia, ponieważ jest tak malowniczo położony.
W okresie wiosennym i wczesnego lata, nad jeziorami kwitnie tez całe morze łubinów, często można je zobaczyć na fotografiach z tego regionu. Tak więc my też sobie zrobiliśmy fotki w łubinach:












A wieczorkiem, na kolacje postanowilimśy usmażyć krążki z kalmara, z tym, że ze świeżego a nie mrożone:). Małgosia dzielnie asystowała i wykazała się wielką siłą woli pokonując obrzydzenie:)



Następnego dnia wybraliśmy się do obserwatorium astronomicznego, a właściwie kafejki przy obserwatorium żeby z wysoka podziwiać okolice. Ten region został (nie wiem czy oficjalnie czy nie) nazwanym rezerwatem nocnego nieba, ze względu na niezwykle niskie zachmurzenie oraz niski poziom światła w nocy (generalnie to dookoła po prostu są tylko puste przestrzenie), więc ludzie zjeżdżają się tu z całego świata aby robić imponujące fotografie nocnego nieba.








Wybraliśmy się też na przejażdżkę w stronę wioski Mt Cook, ale do samej wioski nie dojechaliśmy, Zrobiliśmy sobie zdjęcie w punkcie widokowym, ale Mt Cook (po lewewj stronie) jest całkiem zasłonięty przez Chmury


Więcej szczęścia miał Chmielu, który jak to dobry fotograf wstał wczesnym świtem i udało mu się górę sfotografować:





Takie też inne sobie fotki o poranku strzelił


W dalszej części podróży zahaczyliśmy o Hanmer Springs na gorące źródła, tu mieliśmy zostać na dwie nocki, ale uprzejmy właściciel noclegu zaproponował nam w promocji trzecią noc gratis. Poznaliśmy też bardzo fajna parkę polaków, w nowej Zelandii jedynie turystycznie których naszymi opowieściami niemalże namówiliśmy do zostania na dobre:):)

Przyjazd Rodzinnki. Wyprawa do Milford Sounds


Trzeci dzień pobytu w rejonie Queenstown to wycieczka do Milford Sounds, właściwie ikony Nowej Zelandii. Droga z Queenstown do Milford jest bardzo nużąca i długa, zajmuje ponad 3 godziny. Ciekawostką jest fakt że w linii prostej można by się tam dostać w 40 minut, ale niestety nie ma takiej drogi, zbyt górzysty teren puki co nie pozwala na jej wybudowanie. Są podobno plany, ale czy i kiedy będą zrealizowane tego nie wiadomo.
Ze względu na tą właśnie drogę, zamiast turlikać się samochodem, zamówiliśmy sobie wycieczkę autokarem, i niech błogosławiona będzie stronka Book Me, bo znaleźliśmy wycieczkę autokarową z Queenstown z rejsem i wyżywieniem w cenie $50 od osoby zamiast standardowego $120.

Wycieczka nawet nieźle zorganizowana, bo wygodnie i postoje na zdjęcia tez były, choć według Chmiela za krótkie. 




Trasa do Milford...marzenie, przepiękna i bardzo dramatyczna, głównie ze względu na ulewę która nam towarzyszyła. Im więcej deszczu tym więcej wodospadów, im więcej wodospadów tym lepsze wrażenie:





To jedno z najfajniejszych miejsc, tuż za tunelem. Homer Tunnel ma 1,2km długości i przebija się przez górę Darran. został otwarty w 53 roku więc nie należy do super nowoczesnych, w sumie to nie pamiętam nawet czy wyłożony był asfaltem, bo oryginalnie to nie był. No i jest jednopasmowy, czyli że na zielone światło można czekać nawet do 10 minut. 
Podczas postoju należy uważać na ciekawskie kea. Przyjacielskie papugi, strasznie lubią wszelkie gumowe elementy zewnętrzne samochodów jak wycieraczki i z uwielbieniem usówają je kierowcom z samochodów, tak że nie dajcie się oskubać...




A tu już samo Milford Sound. No nie ma co opowiadać, po prostu obejrzyjcie sobie zdjęcia. Niestety jak widać pogoda dalej kiepska. Z resztą w Milford Sound zastać bezchmurne niebo to jak wygrać w totka. Z rocznymi opadami wysokości 65000mm (dla porównania średnia roczna suma opadów w Polsce to 600mm) Milford jest uważane za jedno a najbardziej mokrych miejsc na Ziemi.