poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Weekendy Sierpniowe

Jak wiecie u nas zima, ale taka nietypowa, a na dodatek nawet tubylcy mówią, że cieplejsza niż zwykle, więc korzystamy z przyjaznej aury. Z domu w sobotnie poranki i tak musimy wyjść bo zapisaliśmy Liliankę na kolejną serię zajęć na basenie. Tym razem jest to już konkretna nauka pływania i obiecują że Lilianka będzie sama potrafiła pływać (czytaj unosić się na wodzie na plecach). Tak więc skoro i tak już jesteśmy poza domem to zwiedzamy co się da.
W poprzedni weekend zachęceni sukcesem famy z naszej wycieczki do Taupo, wybraliśmy się do prywatnego Zoo:


 Tym razem kozy były na tyle małe, że Lilianka nie bała się ich karmić sama. Ale powinniście widzieć jej atak paniki jak niespodziewanie zabeczał na nią baran:):):)









niedziela, 25 sierpnia 2013

Wycieczka cz3

No a na trzeci dzień (pogoda znowu była nie najgorsza) postanowiliśmy co nieco pozwiedzać. Ekipa za bardzo nie miała ochoty na narty a my też nigdy nie byliśmy w rejonach Taupo więc chętnie się wpakowaliśmy do auta i podjechaliśmy około 50 km do Taupo. Miasteczko jak wszystkie tutaj, małe i nieciekawe. ale atrakcji w regionie nie zabrakło. Zaczęliśmy od farmy krewetek, z tym że my obejrzeliśmy ją z zewnątrz a reszta weszła do środka. Następnie podjechaliśmy nad wodospad Huka Falls - przelewają się z niego imponujące ilości wzburzonej wody:)



Buziaczki od Lilanki:*


Następnie podjechaliśmy do ula:). Znaczy do sklepu z miodami i pochodnymi. Oczywiście obydwie z Teresą stwierdziłyśmy że byliśmy tam zdecydowanie z krótko. Ona nie zdążyła spróbować wszystkich pitnych miodów a ja nie zdążyłam się wypaprać wszystkimi próbkami kremów....A to wszystko przez to że spieszyliśmy się na otwarcie tamy na jeziorze. Zdążyliśmy w ostatniej chwili (odliczanie na zegarze wskazywało ostatnie sekundy:)








Potem wybraliśmy się na farmę. Lilanka miała super uciechę:) My z resztą też:)

























Kurcze ale tych zdjęć, a to jeszcze nie koniec bo po farmie pojechaliśmy obejrzeć kratery:):) Craters of The Moon czyli gejzery, bulgoczące bagienka i wszechobecny zapach siarki:











A na koniec zaliczyliśmy jeszcze raz gorące źródełko  zrobiliśmy sobie powtórkę z rozrywki z poprzedniego wieczoru:):)