czwartek, 12 lutego 2015

Zmiany


Wreszcie mogę się zająć porządnie moim blogiem. Co prawda laptopa jeszcze nie mam ale za to zainstalowałam sobie bloga na moim pracowniczym iPadzie.
A więc do rzeczy. 
Tak jak wspomniałam w poprzednim poście ostatnio wiele się u nas zmieniło.Przede wszystkim w połowie Grudnia dostaliśmy wreszcie wizę rezydencką!!! Hurra!!! Tak więc nareszcie jesteśmy zupełnie wolni, możemy robić to co chcemy, wyjeżdżać tam gdzie chcemy, pracować tam gdzie chcemy i zostać w Nowej Zelandii na zawsze!!!!
Jak wiecie od dłuższego czasu zastanawialiśmy się z Chmielem nad wyjazdem z Gisborne. Pewnie wspominałam również że bardzo chcieliśmy się przeprowadzić do Nelson. Tak więc gdy tylko pojawiła się oferta pracy w mojej firmie w Nelson od razu zaaplikowałam. Pod koniec grudnia zaproszono mnie na rozmowę kwalifikacyjną i zostałam wybrana spośród 6 kandydatów.
Święta upłynęły więc nam głównie (poza wspomnianym w poprzednim poście wyjeździe) na przygotowaniach do przeprowadzki. Musieliśmy szybko poinformować właściciela domu, że będziemy się wyprowadzać, zorganizować sobie magazyn żeby przechować w nim meble, oraz dać znać naszym znajomym w Nelson że przyjeżdżamy.
 Ostatnie tygodnie w pracy były też bardzo ciężkie ponieważ musiałam pozamykać wiele z moich spraw i zostawić wszystko w jako takim porządku dla osób które przejmą te ze spraw których nie dało się zamknąć.
Wszystko udało się nam załatwić bez problemu i spakowani do auta ruszyliśmy do Nelson 23 Stycznia. Południowa wyspa przywitała nas niesamowitymi widokami w Pikton: błękitnym morzem, przepięknymi zalesionymi wybrzeżami, palmami, oraz wysokimi górami. Jest tu naprawdę wszystko czego tylko człowiek może zapragnąć, od złotych piasków i palm po poprawie 2000 szczyty. Przez pierwszy tydzień mieszkaliśmy u naszych znajomych w miasteczku oddalonym 30 min od Nelson i zapoznawaliśmy się z okolicą. Ja pracę zaczęłam tydzień po przyjeździe i póki co koszmarnie się nudzę . Weekendy oraz każdą wolną chwilę spędzamy na zwiedzaniu. Co prawda jesteśmy tutaj dopiero od 3 tygodni, ale wydaje mi się że nareszcie trafiliśmy do miejsca w którym chcielibyśmy zostać. Nelson jest bardzo ładne i jest tu wszystko czego zawsze szukaliśmy. Tras na wyprawy jest bez liku, mamy kilka przepięknych plaż, ogromy niedzielny targ i festiwali na pęczki. 
Udało się nam również znaleźć całkiem fajne mieszkanko do wynajęcia. Mieszkamy około 15 min od Nelson w miasteczku zwanym Richmond  a dokładnie na jego obrzeżach. Do morza mamy jakieś 200 metrów, z okna widok na góry, tuz obok trasa rowerowa. Mieszkamy na bocznej drodze praktycznie na wsi w bardzo dużym domu który dzielimy z inna rodzinką, ale do nas należy całe piętro na górze. Mamy osobny wjazd, wejście i osobny trawnik , choć ogromny warzywniak dzielimy z nimi.
Muszę też dodać że Chmielu już na 3 dzień znalazł sobie pracę więc również Liliance musieliśmy szybciutko znaleźć przedszkole. Puki co jest zadowolona.

Jak zwykle zamieszczam zdjęcia:

 Pierwsze kroki na południowej wyspie. Picton



Trasa z Picton do Nelson, zapierające dech w piersiach widoki


Rozgwiazdy na pobliskiej plaży.
Może z tydzień po przyjeździe zabraliśmy Liliankę i jej koleżankę  do Marahau nad morze. Marahau jest ostatnia mieściną przed Parkiem Narodowym Tasmana. Właśnie był odpływ i takie skarby znaleźliśmy w morskich kałużach. Jak również wiaderko muszli które zjedliśmy do kolacji:)



Atu zdjęcie z portu w Motuece

Oraz zdjęcie z najpiękniejszej jaką do tej pory widzieliśmy plaży w Kaiteriteri. Przedsmak tego co nas czeka w Parku Narodowym Tasmana:):)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz