Jako, że kupiliśmy autko w piątek, w sobotę postanowiliśmy wykorzystać piękną pogodę i ruszyć w drogę. Górę Taranaki oglądamy codziennie z naszych okien i stwierdziliśmy, że fajnie byłoby przyjrzeć się jej z bliska a więc obraliśmy ją jako cel naszej pierwszej wycieczki i muszę powiedzieć że takiego czegoś jeszcze w życiu nie widziałam:)
Zatrzymaliśmy się w lesie otaczającym wulkan i po zapoznaniu się z trasami wybraliśmy się na 2 godzinny spacer po lesie. Z tym, że nie był to taki las jaki znamy z Polski. Ten las nazywa się Goblin Forest i jest po prostu niesamowity. Każde drzewo jest pokryte grubą warstwą gęstego mchu i porostów oraz obrośnięte lianami. Drzewa miejscami rosną tu tak blisko siebie i otoczone są tak gęstą roślinnością, że gdyby nie ścieżka , to 2 stojące w odległości 3 metrów od siebie osoby mogłyby się nie zauważyć. Generalnie panuje w nim atmosfera tajemnicy i niezwykłości i czasami zastanawialiśmy się czy za jakimś drzewem nie czai się dinozaur, albo czy ścieżka nie zaprowadzi nas do chatki czarownicy:) Chmielu śmiał się przez całą drogę bo mech był tak wysoki, że cały czas łaskotał go po jajcach:):)
Z reszta co tu dużo pisać, sami zobaczcie:
Oszołomieni widokami wróciliśmy do samochodu i postanowiliśmy podjechać 3 km wyżej pod wyciąg narciarski. Po drodze coś zaczęło mi się strasznie tłuc w samochodzie i auto mi cały czas odbijało w jedną stronę. Gdy wysiedliśmy na parkingu okazało się że złapaliśmy gumę. Nie tracąc czasu Chmielu zakasał rękawy i wziął się za wymianę koła a trzeba przyznać, że na górze było dość zimno i wiało. Na szczęście dzielny Chmielu szybko uwinął się z robota:)
Nasza przygoda wcale nas nie zniechęciła do dalszych eksploracji i postanowiliśmy jeszcze zahaczyć o pobliskie miasteczko Inglewood. Wpadliśmy do kafejki na tradycyjne fisch and chips (ryba z frytkami) oraz do centrum informacji turystycznej gdzie ku naszemu zdziwieniu, dowiedzieliśmy się iż po 2 wojnie światowej do Inglewood wyemigrowała spora grupa polskich uchodźców którzy w znacznym stopniu przyczynili się do rozbudowy miasta i na pamiątkę tych wydarzeń w centrum wybudowano fontannę z polskim godłem i tablicą pamiątkową.
Wracając do domu podjechaliśmy do punktu widokowego w centrum miasta. Punktem tym jest ogromne, strome wzniesienie od połowy którego trzeba wspinać się po łańcuchach. Lilka był tak podekscytowana, że aż zasnęła:)
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz