wtorek, 7 sierpnia 2012

Jezioro Mangamahoe

Trochę zaniedbałam mojego bloga więc ponadrabiam zaległości:)

Przede wszystkim nie dokończyłam opowieści o poprzednim weekendzie, ponieważ opisałam jedynie sobotę, tymczasem w niedzielę znowu wybraliśmy się na wycieczkę. Tym razem nad jezioro Mangamahoe.
Jeziorko jest przepięknie umiejscowione i otoczone niewielkim lasem w połowie sekwojowym a w połowie paprotnikowym:) Szczerze mówiąc momentami zastanawialiśmy się czy przypadkiem sceny pierwszej bitwy w Ostatnim Samuraju (tej w której Tom Cruise zostaje ranny) nie były kręcone właśnie tam:) Oprócz lasku można tu również znaleźć romantycznie ulokowane miejsca piknikowe z przygotowanymi ławeczkami i otoczone pięknymi kwiatami. Wokół jeziora przeprowadzone są dwie trasy spacerowe, trasy rowerowe oraz konne. Niestety w jeziorze nie wolno się kąpać ponieważ jak się później dowiedzieliśmy jest ono rezerwą wody pitnej dla New Plymouth, można za to łowić w nim pstrągi na muchę:)
A tu wrzucam kilka fotek:









Żeby nie było-sekwoja:)



Muszę się przyznać, że cała ta niczym nie skażona natura coraz bardziej nas kusi i poważnie rozważamy zajęcie się w przyszłości łowieniem ryb czy polowaniami:). Okazuje się, że wiele osób z którymi pracuję łowi ryby i są to całkiem spore okazy. Facet który jest tutaj złota rączką a przy okazji synem właścicielki ma własną łudź i już zaprosił Chmiela na wyprawę. Dodam jeszcze, że jest on też płetwonurkiem i czasami wybiera się z kumplami na zbieranie langust co również jest dość kuszące (szczególnie jeśli pomyślę o późniejsze uczcie z owoców morza:). A co do polowań to nasza finansowa Teresa jest członkiem klubu łowieckiego i też nas zachęcała do przyłączenia się zwłaszcza, że nie ma tu okresu ochronnego dla saren i łatwo jest o pozwolenia na strzelanie do zwierzyny. Dodam jeszcze tylko, że 2 tygodnie temu byliśmy u niej na obiedzie i poczęstowała nas pysznymi stekami z sarniny (Niestety sklepowymi:).

A'propo obiadów byliśmy też u innego mojego współpracownika Ronniego, który pochodzi z Niemiec i ma żonę japonkę i 9 miesięczną córeczkę. Zgadaliśmy się kiedyś w pracy i jako, że mamy dzieci w tym samym wieku stwierdziliśmy, że fajnie by było od czasu do czasu się spotkać żeby nasze córy mogły się razem pobawić. Postanowiliśmy też, że będziemy czasem podrzucać sobie dzieciaki żeby mieć wolny wieczór:) Najlepsze, że Chmielu już się im pochwalił, że będzie w przyszłości wędził kiełbachy-co spodobało się Ronniemu i robił kimchi-za co pokochała go jego żona. A wiec teraz już się nie wymiga i gdy tylko przeprowadzimy się do własnego domku zabiera się za kiszenie kapuchy:) A w ten weekend wybieramy się razem nad wspomniane wcześniej jeziorko:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz