Co do kursu mieszkania i wizy.
Jak pisałam wcześniej Pat chciała wysłać mnie na kurs w ramach którego miałabym podpisać zobowiązanie na pracę u nich na 2 lata. Okazało się, że wbrew temu czego się obawiałam nie muszę wcale zapisywać się na kurs a Pat zaproponowała go tylko po to żeby łatwiej mi było się potem starać o wizę. A co do zobowiązania to jest to forma odpracowania kosztów kursu i w razie gdybym zwolniła się wcześniej musiałabym oddać pieniądze tylko za nieprzepracowane miesiące:)
W każdym razie sprawę kursu na razie odłożyłam na później bo najpierw muszę załatwić nam nowe wizy, aby wszystko było jak należy. Jak niektórzy wiedzą dostałam wizy na 2 lata na prace dla mojej Wioski jako opiekun, no a oczywiście jako opiekun nie pracuję. Musze więc złożyć podanie o nowe wizy żeby przypadkiem ktoś się do mnie nie przyczepił. Jako, że mój zawód jest tutaj uważany za 'wykwalifikowany' miałam nadzieję od razu starać się o wizę rezydencką, niestety okazało się że aby moja profesja została uznana za wykwalifikowana muszę mieć 3 lata doświadczenia zawodowego i odpowiednie kwalifikacje. Kwalifikacje może uda mi się z moimi studiami obejść ale doświadczenie będę musiała sobie wypracować:(
Czyli i tak czeka mnie jeszcze 3 lata pracy w wiosce, chyba że dostanę gdzieś indziej robotę jako pracownik socjalny (wtedy nie musiałabym robić doświadczenia i pokrywałoby się w 100% z moimi studiami).
No w każdym razie stanęło na tym, że muszę złożyć podanie o nowa wizę pracowniczą, żeby się wszystko zgadzało w papierach czyli wybulić jakieś $800 bo Chmielowi i Lilce tez muszą nowe wystawić.
No a co do domku który oglądaliśmy. Cud świata to to nie jest ale znacznie lepszy od naszego. Też ma duży ogród i nawet kilka drzewek cytrusowych i 3 sypialnie, dpdatkowo ma nowiusieńką kuchnie z okapem! wyłożoną płytkami a nie pilśnią i nową łazienkę, też wyłożona płytkami i na pewno ma izolacje w ścianach bo widzieliśmy pod zlewem watę, nie wiemy jak z izolacją podłogi i sufitu ale generalnie dom jest jasny, czysty z nowymi dywanami i kurtynami i duuużą pralnią którą można zutylizować jako spiżarkę. Jedyne czego nie wiemy to cena i obawiamy się że za taki standard babeczka zawoła więcej niż płacimy teraz, a niestety nie możemy sobie pozwolić na wyższą cenę. W każdym razie zostawiliśmy jej nasz numer telefonu i czekamy czy zadzwoni, podobno będzie się szykowała do wynajmowania domku za miesiąc bo musi dokończyć remont (łazienka była jeszcze rozkopana).
No a teraz z innej beczki - w zeszłym tygodniu wybraliśmy się na super wycieczkę na druga stronę góry:) Nasza strona góry jest podobno lepsza bo jest dużo cieplejsza i faktycznie nabawiłam się koszmarnego przeziębienia z którym walczę do teraz ale warto było bo było przepięknie. Najpierw podjechaliśmy do 'Hollard Garden' - przepiękny ogród pełen rododendronów z czymś czego w Polsce nie uraczysz: kącikiem piknikowym z wybudowanym wielkim zadaszonym grillem z płytą a że akurat ktoś z niego korzystał to nie wiem nawet czy to grill gazowy czy elektryczny ale normalnie można wpaść z rodziną i sobie usmażyć kiełbachy. Pewnie trzeba go sobie wcześniej zarezerwować ale czy nie super- grill w parku dla każdego?? I zaraz obok grilla jest plac zabaw i altanka.
No a po ogrodzie poszliśmy 'w góry' na wodospad. Miała być niby godzina spaceru po buszu ale my obróciliśmy w pół godzinki i zorganizowaliśmy sobie piknik z zakupionego wcześniej pieczonego kurczaka i buły serowo czosnkowej (nasz stały repertuar piknikowy:) no i wtedy mnie dopadło przeziębienie. Lodowaty wiatr prosto ze szczytu plus posiadówka zaraz po rozgrzewającym spacerze to nie jest dobra kombinacja:(
A tu kilka zdjęć:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz