czwartek, 21 marca 2013

Co za historia!!
A właściwie to dwie:) Po pierwsze poznaliśmy Polaków. Właściwie to jedną Polkę i jej męża kiwisa:) W sklepie, tak po prostu podeszła do nas pytając czy my z Polski:). No i co, wymieniliśmy się numerami i już zaprosiłam ich na obiad na niedzielę. Z krótkiej rozmowy w sklepie dowiedzieliśmy się że w sumie jest w New Plymouth pięć takich par mieszanych i wszyscy się znają:) A więc super, bo tak jak w Irlandii miałam już dość serdecznie polskiego buractwa i wszechobecnego 'kurwowania' na ulicach, tak tu zatęskniło mi się już trochę za towarzystwem rodaków co by się na mnie krzywo nie patrzyli jak grzyby zbieram w lesie albo kisze kapustę:) No a co do grzybów i kapusty to w zeszły weekend tez mieliśmy gości. Tym razem znajomych z przedszkola. On Antoni, Polak z drugiego pokolenia a ona Irenka Rosjanka od 10 lat tutaj no i ich maluch Maciek. Narobiłam więc schabowych a Darek upichcił zasmażaną kapuchę, do tego wódeczka i czuliśmy się prawie jak w domu:) Generalnie bardzo fajny dzień i ludzie też fajni, ja się cieszę bo się nam grono znajomych powiększa i jak ostatnio powiedziałam Darkowi, miło poznać kogoś poniżej 60tki:):)

No a co do drugiej historii to zaaplikowałam o nowa pracę!! Ronni zadzwonił do nas ostatnio żeby mi powiedzieć że w CYF (tej organizacji dla której on teraz pracuje, która zatrudnia pracowników socjalnych - tak przy okazji to dla nich docelowo chce pracować bo to jest państwówka, dobrze płacą i duże szanse na awans) zamieścili ogłoszenie, że szukają pracownika w New Plymouth. Z głupa weszłam więc na ich stronkę bo jeszcze nie planowałam szukać nowej pracy i okazało się, że to był ostatni dzień składania aplikacji. Przemyślałam sobie to na szybko i doszłam do wniosku, że nie wiadomo kiedy się taka okazja powtórzy i zabrałam się za wypełnianie aplikacji. Pytań mieli chyba z pińcet, do tego piętnaście dokumentów do załączenia i CV a moje oczywiście nie przerobione. Ani słowem nie wspomniane o mojej pracy tutaj... W panice się za nie zabrałam, tyle mi zaszło na wcześniejsze papiery, że już się po 23.00 zrobiło. W szale, rozwalając po pokoju wszystkie dokumenty próbowałam znaleźć umowę żeby odpisać z niej kilka mądrych zdań do CV przy okazji wyżywając się na bogu ducha winnym Chmielu, że czemu do cholery on nie wie gdzie moja umowa się znajduje..., nie udało się więc naskrobałam trzy linijki i dokładnie o 23.50 posłałam wszystko. Spać przez to wszystko nie mogłam, ale na szczęście na następny dzień dostałam potwierdzenie, że przyjęli moje papiery więc chociaż tyle. Teraz czekam na odpowiedź i znając CYF z miesiąc im zajmie rozpatrywanie aplikacji więc pewnie zadzwonią do mnie jak już dawno zapomnę, że aplikowałam i znowu mi ciśnienie podniosą:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz