niedziela, 29 września 2013

Rotorua

Jak zwykle trochę spóźniona jestem z tym sprawozdaniem, bo w Rotorua byliśmy dwa tygodnie temu ale i tak pochwalę się wycieczką bo było super. Chyba najlepsze miejsce w jakim do tej pory byliśmy, choć tutaj własnie tak jest, gdzie by człowiek nie pojechał to jest zajefajnie.
Na wycieczkę pozwoliliśmy sobie ponieważ szykował mi się w pracy koncert do zorganizowania w sobotę-czyli mogłam sobie jeden dzień w tygodniu odbić i tak wypadło że się spakowaliśmy po pracy w piątek 13-go i ruszyliśmy w kierunku Blue Lake Holiday Park pod Rotoruą. Jak na Nową Zelandię przystało zarezerwowaliśmy nocleg na campingu, a że nie mamy własnego namiotu to wynajęliśmy tzw 'kabinę' czyli domek letniskowy (koszt $140 za 3 noce).  Na miejsce dotarliśmy już w nocy wiec zwiedzanie zaczęliśmy w sobotę z rana. Pierwszym punktem naszej wycieczki był festiwal rzemiosła drewnianego. Podobno największa tego typu impreza w kraju więc się napaliliśmy, zwłaszcza że chmielu się zaczął trochę interesować takimi bajerami. No ale jako że NZ to mały kraj to i imprezy tez małe mają i trochę się zawiedliśmy. Było kilku ciekawych wystawców ale całość zmieściła się na hali wielkości boiska do kosza :/

Takie tam ręcznie robione ławy



zawsze chciałam mieszkać w kraju z palmami:):)


W ramach festiwalu okoliczna szkoła zorganizowała pokaz maoryskich strojów. Pomijając 'niekwestionowaną urodę' modelek warto zwrócić uwagę na fakt że wszystkie te stroje dziewczynki zaprojektowały i wykonały własnoręcznie na kółku plastycznym z tutejszego trawska zwanego flax.

W sobotę niewiele już zobaczyliśmy, wybraliśmy się tylko do centrum informacji turystycznej no i oczywiście na gorące źródła, bo Rotorua właśnie z gorących źródeł i wszechobecnego zapachu siarki słynie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz