Niestety wybuch jest że tak powiem na zawołanie, bo stymulowany wrzuceniem do dziury kostki mydła... Historia mówi, że na tereny teraźniejszego parku zsyłani byli kryminaliści na roboty. Jako że pralek nie mieli to wrzucali oni brudy do bulgoczących źródełek, no i kiedyś im jedno wybuchło i tak mu już zostało, że jak się go trochę przytka to wybucha. Chłopaki na robotach mieli oczywiście nudno więc sobie go odpalali dla rozrywki i nawet kamieniami obsypali żeby wyżej woda leciała, no i do teraz codziennie o 10:15 przychodzi pan, wrzuca do dziury zawinięte w papier coś co po chwili zaczyna się pienić i w końcu pozwala uwolnić gejzerowi ciśnienie i wystrzelić na kilkanaście metrów, w zależności jakie duże było ciśnienie pod ziemia może sobie on tak nawet pół godziny pryskać. (dla wszystkich obrońców natury dodam tylko że to pieniące się coś podobno jest zupełnie neutralne dla środowiska).
W oczekiwaniu na wybuch
Po gejzerze wybraliśmy się na dalsze zwiedzanie parku. Nie ma co za dużo pisać bo to trzeba zobaczyć. Kolory niesamowite, zwłaszcza ostatnie bajorko które w słońcu było po prostu fluorescencyjnie zielone czego na zdjęciu dobrze nie widać. Jedynym minusem był oczywiście zapach ale nawet szło się do niego przyzwyczaić.












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz