Już trzy lata w Nowej Zelandii, ale do Świąt w lecie jeszcze się nie przyzwyczaiłam, choć zaczynam dostrzegać coraz więcej pozytywów.
W tym roku muszę przyznać Święta upłynęły nam szczególnie miło i były pełne wrażeń.
Zaczęło się od nocnej przejażdżki po osiedlu aby obejrzeć fantastyczne dekoracje. Zdaje się że lokalne radio zorganizowało konkurs na najpiękniej oświetlony dom i muszę przyznać że ludzie stanęli na wysokości zadania. Domy które podziwialiśmy wyglądały magicznie a Liliance oprócz pięknych świateł najbardziej podobała się walka na śnieżki z piany:):)
Wigilię spędziliśmy z naszymi współlokatorami, kolację co prawda trochę w tym roku na skróty robiłam, ale i tak nie zabrakło pierogów, barszczu czy makowca:)
Na następny dzień byliśmy zaproszeni do naszych przyjaciół na międzynarodowy: japońsko-niemiecko-polski obiad:):)
Nasza mała Mikołajka:):)
A potem to już tylko pikniki na plaży i lenistwo:):)









Witam serdecznie, śledzę państwa blog od dawna, i dziękuję za te szczegółowe relacje opatrzone świetnymi zdjęciami. Wysłałem jakiś czas temu parę pytań przez prywatną wiadomość na Google+ do Pani. Wiem że obsługa Google+ jest toporna i mogło się nic nie pojawić w Pani skrzynce odbiorczej ale jeżeli miała by Pani trochę czasu to z góry dziękuję za rzucenie okiem na swoje konto Google+ na moją wiadomość. Pozdrawiam serdecznie z zasypanego śniegiem Podbeskidzia ;)
OdpowiedzUsuń