Kolejna wycieczka po naszych okolicach, a właściwie dwie wycieczki, jedna do parku narodowego Tasmana a druga do Takaki. Tym razem organizatorem wycieczek byłam ja, więc również tempo dostosowałam do siebie... czego chyba nasi goście wcale nie mieli mi za złe.
Choć nie mówię, tak całkiem leniwie to nie było.
Generalnie to plan na Abel Tasman był taki, że po upewnieniu się że na dzień następny pogoda ma być znakomita, zamówiłam łódkę z Marahau do Ancorage Bay, skąd mieliśmy sobie spokojnie przez cały dzień przejść 11 km z powrotem do Marahau, z postojami na opolanko i kąpiele w malowniczych zatoczkach.
Niestety, plany to jedno a realia to co innego i gdy obudziliśmy się następnego ranka, za oknem powitały nas ciężkie szare chmury. Ale my z cukru nie zrobieni i z nadzieją w sercach na wypogodzenie dojechaliśmy do Marahau. Pogoda jednak ani trochę nie zamierzała się odmienić i pierwsze krople deszczu poczuliśmy już na łódce. Water taxi zabrali nas na delikatną wycieczkę krajoznawczą: obejrzeliśmy słynną Split Apple Rock, kilka zatoczek i foki na Tonga Island. Deszcz towarzyszył nam już do końca dnia z czego przez pierwsze trzy godziny po prostu lało, więc po dotarciu do Ancorage Bay, zamiast ruszyć w drogę schowaliśmy się w schronisku. Około południa jednak nie mieliśmy innego wyboru jak założyć kaptury na głowy i wyruszyć, żeby przed wieczorem wrócić do domu:)
Tak więc ani opalania ani malowniczych zatoczek nie było i ze zdjęć to tylko te trzy pstryknęłam:
Jak widać 11km w szybkim tempie dało się Liliance we znaki, a jako że Amelcia siedziała u mnie na plecach, Dziadek Jacek uratował wnuczkę i nawet dał się jej zdrzemnąć u siebie na barana.
Nie jestem pewna jak moja wycieczkę oceniają Jacek i Małgosia, ale ja byłam bardzo zawiedziona paskudna pogodą. Na szczęście Nowa Zelandia ma to do siebie, że jednak nie brakuje nam słonecznych dni, i na kolejnej wycieczce dopisało nam słońce.
Tym razem wybraliśmy się to Golden Bay,w zasadzie na sam początek, bo nie wyjechaliśmy dalej niż Takaka. Golden Bay jest jednym z moich bardziej ulubionych miejsc. Pomimo, że bardzo odosobnione i trzeba się najpierw przedrzeć przez Takaka Hill krętą wąską drogą jest tam tyle ciekawych, i często mało znanych miejsc, że można by tam chyba z dwa tygodnie spędzić na różnych wypadach. Ja postanowiłam moich gości zabrać w stronę Totaranui Beach, głównie dlatego że nie mięli okazji doświadczyć piękna Abel Tasman na poprzedniej wyprawie a Totaranui Beach jest jedną z piękniejszych plaż w tym niewielkim parku narodowym, poza tym po drodze do Totaranui jest kilka bardzo ciekawych przystanków.
Zanim odbiliśmy do Totaranui, podjechaliśmy sobie do Pupu Springs. Jest to bardzo specjalne i dla Maorysów święte miejsce. Do Żródeł z których wypływa krystalicznie czysta woda nie wolno wchodzić, ani nawet moczyć czubków palców.
Nastepny postój był na Wainui Falls, piękny i po deszczu dość imponujący wodospad. Już sama około półgodzinna droga do wodospadu warta jest doświadczenia.Spacer wzdłuż potoku pełnego kamieni, takich otoczaków, z tą różnicą że nasze otoczaki są większe od człowieka, są to w zasadzie ogromne głazy, i ciężko sobie nawet wyobrazić jak coś takiego mogło się znaleźć w tej rzeczułce i jakim cudem te kamienie się w niej przesuwają, bo po ich ułożeniu widać że od czasu do czasu ta woda jakoś je pcha.
Poza kamieniami, na spacerku jest wiele innych ciekawych rzeczy do oglądania. Mnie osobiście najbardziej podoba się sama roślinność, bo przypomina tropikalną dżunglę. Takie lasy czasami widywaliśmy na północnej wyspie, gdzie jest cieplej. Na południowej wyspie jest zdecydowanie chłodniej i roślinność częściej przypomina tą europejską. Abel Tasman i górna część zachodniego wybrzeża (ta przy Heaphy Track) są jednak wyjątkiem, tu masywy górskie osłaniają nas przed chłodnymi wiatrami i klimat jest dużo cieplejszy.
Tu dotarliśmy już do wodospadu
I Lilianki ulubiony wiszący most:
Po Wainui Falls podjechaliśmy do Grove Scenic Reserve, to miejsce które opisałam już kilkakrotnie w poprzednich postach.Ogromne skały porośnięte ratami które oplatają je swoimi korzeniami a wszystko otoczone plamami:):)
Wędrowcy zagubieni z tropikalnej dżunglii:):)
No i na zakończenie Totaranui beach, piknik i spacer w słońcu po złotym piasku:)













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz