środa, 25 kwietnia 2018

Weekend na farmie w Golden Bay

Jak zwykle wrzucam posty z zeszłego roku. Nawet nie wiem dokładnie kiedy to było,  chyba kolo lutego 2017, po wyjeździe rodzinki. 
Jak w poprzednich postach o wycieczce po NZ pisałam, lato w zeszłym roku było raczej kiepskie i pogoda dopiero się zaczęła koło lutego. Wiec tych kilka słonecznych dni jak zwykle wykorzystamy na wycieczki. 
Golden Bay stało się jednym z naszych (kolejnym) ulubionych miejsc, zwłaszcza, że jeszcze do niedawna mieliśmy tam wspaniała bazę wypadową u naszych kochanych znajomych. A że tubylcy, i znali wszystkie fajne zakamary to nas czasem zabierali tu i ówdzie.
W tym wypadku pokazali nam super jaskinię Rawhiti Cave. Do jaskini z parkingu prowadzi około pól godzinna ścieżka wzdłuż strumyka która pod koniec dość stromo zaczyna wić się pod górkę. Do jaskini generalnie bez sprzętu się nie schodzi ale można sobie zejść na platformę i popatrzyć na sporych rozmiarów dziurę w ziemi. Jaskinie porastają dość ciekawe stalaktyty, które nie wiszą całkiem pionowo w dół ale na skos, podobno powstały z jakiś porostów czy czegoś co rośnie w stronę światła. Dziwnie to wygląda.









A tu to tak się nam przypadkowo trafił Tui:)



Innego dnia z kolei nasi znajomi zabrali nas na farmę do ich znajomych.
Sprawa wyglądała tak, że Chmielu znalazł na necie zdjęcie palm z widokiem na zatokę, i za cholerę nie mogliśmy tego miejsca zlokalizować w żadnych przewodnikach ani nigdzie. Zapytaliśmy więc tubylców i się okazało, że miejsce znają i niestety jest na prywatnej ziemi na czyjejś mega ogromnej multihektarowej farmie bydła.
A że w Golden Bay wszyscy wszystkich znają, to się okazało, że numer mają i zadzwonili i zapytali czy byłby problem jakbyśmy sobie podjechali na ich ziemię na spacer. No i problemu nie było więc spakowaliśmy piknik i podjechaliśmy. Widoki mega, generalnie to myślę, że to trochę przestępstwo żeby taką ziemie mieć na własność: czysta, dzika, niczym nie skrępowana przyroda i typowe dla West Coast dzikie wybrzeże. Klimat nie do opisania, trzeba być na West Coast żeby poczuć. Jedyne miejsce które klimatem można do tego porównać to Wharariki Beach, no bo generalnie to ta farma jest pewnie kilka kilometrów dalej na południe wzdłuż wybrzeża of Wharariki.
Po około pół godzinnym spacerze po trawiastych pagórkach zeszliśmy do zatoki, gdzie dzieciaki pobawiły się na plaży a Chmielu w tym czasie wspiął się na sam szczyt najwyższej wydmy, żeby samemu zrobić zdjęcie które do tej wycieczki nas zainspirowało.


Chyba musi tam czasem wiać...

To to słynne zdjęcie:)






Z kolei kawałek za ta farmą już zupełnie dostępne dla turystów,  dwa malownicze jeziorka Kaihoka Lakes. 10 minutowy spacerek.


A tu jeszcze dodam kilka zdjęć sowy którą Chmielu wypatrzył, podczas jeszcze innej wycieczki ale też na West Coast tylko, że w zupełnie innym  miejscu bo w Cobb Valley.







I rosiczki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz