piątek, 9 listopada 2018

Październik 2018, działo się

Wow, w tym miesiącu trochę się działo!!
Wiosna pełną gębą więc więcej czasu spędzamy poza domem, no i poza tym było też co świętować.

Miesiąc zaczęliśmy więc od 7 urodzin Lilianki. Lilianka zdecydowała się zaprosić swoich gości na halę wrotkarską. W tym roku Lilianka opanował jazdę na rolkach i tak się jej to spodobało, że regularnie a Chmielem chodzą na halę klubu wrotkarskiego i na piątkowe dyskoteki na wrotkach (lub rolkach). Tak więc chcąc czy nie chcąc, z doświadczeniem lub bez, wszystkim jej małym gościom wypożyczyliśmy wrotki i śmigały dzieciaki, a właściwie to tylko Lilianka i Sana śmigały (Sana trenuje wrotkarstwo figurowe) a reszta jej przyjaciółek pełzała trzymając się bandy. niektórzy rodzice nie wyglądali na zachwyconych, trochę łez i siniaków zaliczone, ale generalnie większość dzieciaków po imprezce zamówiło sobie wrotki na prezent pod choinkę:):)





Tuż po urodzinach Lilianki były urodziny Sany. Zaproszeni więc zostaliśmy na imprezce w klubie jeździeckim. Klub odkryłyśmy z mamą Sany tej zimy podczas jednego festynu gdzie dzieciaki mogły przejechać się na kucach. Pani dała nam ulotkę i zapisałyśmy dziewczyny na jeden dzień ferii w siodle, pani okazuje się organizuje tez imprezy urodzinowe:)
Zabawa była przednia: przejażdżki, gry, czesanie i przebieranie kuca oraz karmienie małych kóz:)











Lilianka jest też małą Skautką i zaprosiła nas na zjazd drużynowy w tutejszym mini Zoo, dzieciaki uczyły się o ochronie przyrody i robiły zadania na sprawność przyrodnika, a ja z Amelka korzystałyśmy z darmowej wejściówki do Zoo. Niestety Lilanki nie mam na żadnym zdjęciu bo zajęta była ważnymi sprawami harcerskimi.







W tym miesiącu otwarliśmy tez sezon kempingowy:) Na nasz pierwszy weekendowy wypad wybraliśmy Old MacDonalds Farm camp w Marahau. Jak nazwa wskazuje: farma to trzymają trochę zwierząt więc dla dzieciaków uciecha bo na lamy się popatrzyły i konie kilka razy dziennie karmiły jabłkami. Przez środek kempingu przepływa rzeczka i co prawda lodowata, ale dałyśmy radę:):)
No i samo Marahau to drzwi do Abel Tasman National Park, więc grzechem byłoby nie zaliczyć chociaż kawałka, ale łazić się nam za bardzo nie chciało więc głownie leżeliśmy na złotych wydmach. Jedyne czego nie zaliczyliśmy to najlepszych burgerów w 'Pod Tłustym Tui', ci co byli to wiedzą, ale sezon chyba otwierają dopiero w lecie:( 
Za to zrobiłam kilka zdjęć widoczków które mam nadzieje już wkrótce uwiecznię na obrazach.















Ostatnim wydarzeniem Października było Wszystkich Świętych, które jak co roku spędziliśmy na festynie w pobliskim kościele. Na przekór komercyjnemu Halloween, jeden z lokalnych kościołów co roku organizuje alternatywną imprezę pod tytułem Anioły i Święci. Dla dzieciaków najlepsza impreza w roku z wszystkimi atrakcjami za darmo:) Lilianka i Amelka szczególnie uwielbiają darmowe lody i farbowanie włosów:)















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz