O naszej emigracji do Kraju Długiej Białej Chmury
wtorek, 30 października 2012
Wiem, że strasznie zaniedbuje mojego bloga i wszyscy pewnie tracą już powoli cierpliwość ale niestety szara codzienność mnie po prostu przytłacza i odbiera mi chęci do działania.
Część z was pewnie wie jak to jest 9 godzin w robocie a potem kolejne 4 zapieprzania przy domu, bo trza obiad ugotować pranie zrobić dziecko wykąpać a potem jeszcze od-sprzątać trochę co by się o własne graty nie potykać I tak robi się 21.00 i cala wena do tworzenia bloga gdzieś ucieka. Z reszta właśnie tak było dzisiaj a ja właśnie przed chwilą skończyłam kręcić masło i piec sernik.I stąd pewnie ta tematyka i użalanie się nad losem współczesnej kobity. Kiedyś w modzie było że baba w domu siedzi i gospodarzy. Nie podobało się nam to i też zachciało nam się pracować i skończyło się na tym że i pracujemy i gospodarzymy.
Ale z drugiej strony to skoro już zaczęłam z tej beczki to się pochwalę że tak jak kiedyś planowaliśmy, powoli zabieramy się za produkcje domowych wyrobów.
Namierzyliśmy fajna babeczkę która raz w tygodniu za 10 dolarów sprzedaje nam 10 litrów mleka prosto od krowy i zaczęliśmy produkcje własnej śmietany, masła i serów. Na razie wypróbowaliśmy najprostsze receptury, ale od tego tygodnia zabieramy się za bardziej zaawansowane wyroby jak mozzarella i ricotta:):)
Żeby nie było tu są dowody: nasze masełko, twarożek z przyprawami, chlebuś i chałka:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz