To już ostatni post ze zdjęciami z wycieczki po południowej wyspie. Po Milford Sound ruszyliśmy w stronę centralnej części wyspy: Jezior Pukaki i Tekapo. Tu zaplanowane mieliśmy dwie noce w miasteczku Twizel i trochę jeżdżenia pomiędzy wyżej wspomnianymi jeziorami.
Pierwszym co rzuciło się nam w oczy była całkowita zmiana krajobrazu i klimatu, teren zrobił się dużo bardziej płaski i otwarty, z wielkimi górami w tle, no i powietrze jakieś takie ostrzejsze a właściwie całkiem zimne i suche, zamiast zieleni wszędzie dominowały żółcie i brązy.
W dzień naszego przyjazdu to Twizel, w górach spadło też dużo śniegu, co oczywiście miało swoje plusy-piękne zdjęcia i minusy: chmury zasłoniły nam widok na Mt Cook oraz ze względy na śnieg nie podjechaliśmy do wioski Mt Cook.
Ale wracając do ciekawych miejsc, jadąc do Twizel od strony Queenstown w okolicy miasteczka Omarama, uważni obserwatorzy mogą zobaczyć w oddali dziwnie wyglądające skały, są dość daleko i z drogi nie wyglądają wcale imponująco, ale zdecydowanie polecam o nie zahaczyć. Clay Cliff, czyli gliniane klify są zerodowanymi przez wodę i lodowce ostrymi stożkami, z bardzo wąskimi przejściami i z bliska wyglądają jak z innego świata. Nie jest to miejsce w którym można się zgubić na godziny, ale na około 30 minut. Fajny przystanek po godzinach drogi z Queenstown.
A tu takie widoczki po drodze, i nie, Chmielu nie podciągnął niebieskiego w Photoshopie!! Ta woda ma taki kolor naturalnie i zawdzięcza go lodowcowi:)
Po rozpakowaniu się w przytulnym wynajętym domku wybraliśmy się pomoczyć tyłki w gorących basenach w Tekapo oraz obejrzeć słynny maleńki kościółek nad brzegiem jeziora w którym swoje msze mają wyznawcy Anglikanizmu i prezbiterianie (oczywiście w innych godzinach). Kościółek jest tez miejscem gdzie bardzo dużo młodych par przyjeżdża sobie robić ślubne zdjęcia, ponieważ jest tak malowniczo położony.
W okresie wiosennym i wczesnego lata, nad jeziorami kwitnie tez całe morze łubinów, często można je zobaczyć na fotografiach z tego regionu. Tak więc my też sobie zrobiliśmy fotki w łubinach:

A wieczorkiem, na kolacje postanowilimśy usmażyć krążki z kalmara, z tym, że ze świeżego a nie mrożone:). Małgosia dzielnie asystowała i wykazała się wielką siłą woli pokonując obrzydzenie:)
Następnego dnia wybraliśmy się do obserwatorium astronomicznego, a właściwie kafejki przy obserwatorium żeby z wysoka podziwiać okolice. Ten region został (nie wiem czy oficjalnie czy nie) nazwanym rezerwatem nocnego nieba, ze względu na niezwykle niskie zachmurzenie oraz niski poziom światła w nocy (generalnie to dookoła po prostu są tylko puste przestrzenie), więc ludzie zjeżdżają się tu z całego świata aby robić imponujące fotografie nocnego nieba.



Więcej szczęścia miał Chmielu, który jak to dobry fotograf wstał wczesnym świtem i udało mu się górę sfotografować:

Takie też inne sobie fotki o poranku strzelił
W dalszej części podróży zahaczyliśmy o Hanmer Springs na gorące źródła, tu mieliśmy zostać na dwie nocki, ale uprzejmy właściciel noclegu zaproponował nam w promocji trzecią noc gratis. Poznaliśmy też bardzo fajna parkę polaków, w nowej Zelandii jedynie turystycznie których naszymi opowieściami niemalże namówiliśmy do zostania na dobre:):)



























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz