niedziela, 23 lipca 2017

Przyjazd Rodzinki, Queenstown, Arowtown


Po pięknym, słonecznym dniu w Wanace, Queenstown przywitało nas rzęsistym deszczem. Ale że wszystkie atrakcje zamówione i opłacone a szkoda by było żeby przepadły to w tym deszczu ruszyliśmy prosto na Gondole i Louge czyli tor saneczkowy. Niestety, ze względu na deszcz nie wyciągnęliśmy aparatu, ale wszyscy zaliczyliśmy po kilka zjazdów, a dla poprawienia humorów zamówiliśmy sobie też coś słodkiego i kawusię.
Po południu nawet się rozpogodziło więc wybraliśmy się obejrzeć Queenstown i zrobić trochę zakupów pamiątkowych.








Natomiast następnego dnia czekało nas mnóstwo atrakcji, ze zjazdem na Kawarau Bridge Zip Line  na czele. Świetne centrum skoków bungee, wbudowane w skałę w kanionie rzeki Kawarau. Piękna sceneria, krystalicznie czysta rzeka i jeden most na wysokości 43m. Zip line to łagodniejsza wersja, czyli zjazd na linie, 130 metrów, 60km/h. Generalnie to większość poszukiwaczy mocnych wrażeń, odwiedzających Queenstown zamiast zip line wybiera bungee...  ale nam na początek wystarczyło...no może kiedyś się odważymy na bungee:)







Prosto po Kawarau bridge pojechaliśmy do Arrowtown, historycznego górniczego miasteczka. Niezwykle malownicze miejsce gdzie można przenieść się wyobraźnią do czasów pierwszych poszukiwaczy złota. Śliczne maleńkie budyneczki, złotnicy u których można sobie zakupić pamiątkowy samorodek, cukiernie i kafejki oraz mnóstwo sklepów z pamiątkami. Przy końcu miasteczka polecam zejść sobie do Dudley's Cottage, maleńkiej kawiarenki gdzie za $10 można sobie wypożyczyć własną miskę i skorzystać z szybkiego szkolenia. Dodatkowym bonusem jest gwarancja znalezienia złota podczas szkolenia, które można sobie zabrać do domu na pamiątkę. Potem można sobie tą miskę zabrać nad rzekę i samemu spróbować szczęścia:)







Jak widać płukanie złota się opłaciło:  :):):)

Po tym jakże owocnym doświadczeniu, czekała nas ostatnia ze słynnych atrakcji Queenstown czyli Jet Boat: 80km/h po rzece miejscami tak płytkiej jak 10cm oraz wchodzenie ślizgiem w zakręty oraz zwroty o 360*.






Lilianka z początku wyglądała trochę niepewnie, ale ostatecznie i tak zasnęła, poszukiwaczka mocnych wrażeń, nie dla niej takie marne doświadczenia....:):)


Ostatni relaksik na pomoście i powrót do naszej wynajętej kabinki na nocleg.

Po tak pełnym dniu jedyną osobą która wykazywała się energią do dalszych podbojów był Chmielu. Niedaleko od Queenstown, jest jeszcze jedno niezwykle piękne miejsce, w zasadzie nawet dużo piękniejsze niż Queenstown i nie bez przyczyny nazywa się Paradise (raj). Chmielu bardzo nas wszystkich zachęcał żebyśmy się z nim wybrali na widoczki ale sił nam zabrakło. Dlatego wybrał się sam i takie własnie fotki przywiózł z powrotem:









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz