Pogoda na ten weekend zapowiadała się pięknie więc postanowiliśmy wybrać się gdzieś dalej. W planie mieliśmy zrobienie ogromnego koła od nas wybrzeżem do małego miasteczka Mokao, stamtąd do wodospadu a następnie powrót autostradą "Zapomnianego Świata" z postojami w miejscach widokowych i na ścieżkach spacerowych. Wszystko jednak zmieniło się na trasie bo gdy dojechaliśmy do Mokao Chmielu stwierdził że jesteśmy całkiem blisko przepięknych jaskiń z których ulotki oglądaliśmy dzisiaj i kazał mi jechać dalej. Po jakichś 50 km nie wytrzymałam i spytałam ile jeszcze drogi nam zostało na co Chmielu po kilku sekundach intensywnego wpatrywania się w mapę stwierdził, że przejechaliśmy już chyba 2/3. Tak więc po 160km dotarliśmy do Waitomo Caves.
Zatrzymaliśmy się w kawiarence gdzie można też było kupić bilety i z całą kupa ulotek usiedliśmy przy ciastku i kawie. Jako, że tak na prawdę nie wiedzieliśmy zbyt wiele o tych jaskiniach z niemałym zdziwieniem przeczytaliśmy że rozciągają się one na głębokość do 1 km a na długość to nawet nie wiem ile ale dobre kilka razy więcej. Opcji zwiedzania tez było całe mnóstwo z czołową przygodową 5 godzinną wyprawą obejmującą zjazdy na linach i spływ (wpław na kołach ratunkowych) podziemną rzeką oraz wspinaczki podziemnymi wodospadami. Niestety ta jakże kusząca wersja nie wchodziła w rachubę z Lileczką na plecach więc zdecydowaliśmy się na wersje piesze w dwóch jaskiniach: Pierwsza wapienna ze stalaktytami i druga z przeprawą łódką i Glow-wormsami, czyli świecącymi robakami. Dosłownie świecącymi, przepływając łódką po podziemnej rzece w zupełnej ciemności podziwialiśmy sufit usiany setkami skrzących kropeczek, jak nocne niebo usiane gwiazdami. Wyglądały przepięknie a Chmielu miał niezaprzeczalne szczęście przepłynięcia się w sumie 4 razy. Gdy weszliśmy do jaskini i zgasły światła Lileczka trochę się przestraszyła i zaczęła płakać Jako, że spływ łódką miał się odbywać w zupełniej ciszy przewodniczka doradziła Chmielowi żeby poczekał z Lileczką na zewnątrz i potem się zamienimy a on pójdzie z następna grupa. Tak też zrobiliśmy z tym, że Chmielu poszedł poczekać na nas na przystani gdzie kończyła się trasa łodzią. Przewodniczka wysadziła więc mnie z grupą i zaprosiła Darka samego do łódki bo wracała po następną grupę. Poczekałam więc na Chmiela na przystani a gdy wracał (czyli już zaliczył podróż w tę i z powrotem) z łodzi dało się słyszeć płacz innego dziecka więc przewodniczka wysadziła mamę z maleństwem i zabrała ich na gratisową przejażdżkę jako że efekt zupełnej ciszy był tu znaczący. Dodam jeszcze że Chmielowi dostało się miejsce leżące na tyle łodzi grrr:):) Nie muszę chyba mówić jak ucieszony wyszedł z łódki:):). Jaskinia ze stalaktytami i formacjami też była piękna i niestety tylko z niej mamy zdjęcia bo w tej z robalami był zakaz używania aparatów:(
Lilianka w kawiarni czeka aż rodzice zdecydują do której jaskini iść
Przed jaskiniami wybraliśmy się na pół godzinki na spacer w terenie i zobaczcie jakie fajne miejsce odkryliśmy.
(Lilianka trochę się bała;)
A to już w jaskini: Jaskiniowe Wety
Jedyne miejsce gdzie można było robić zdjęcia. Chmiela nie widać bo jeszcze leży na dnie łodzi:):)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz