Zmieniamy mieszkanie
Jeszcze nie teraz ale już niedługo. Pewnie pisałam wcześniej że nasza landlordka sprzedaje dom i w związku z tym musimy się wyprowadzić. No więc szukaliśmy i szukaliśmy, głównie myszką po ekranie bo niestety wybór taki że szkoda gadać. Pomimo tego że mieszkamy tu już jakby nie było kilka miesięcy to i tak nie przyzwyczailiśmy się do tutejszych standardów mieszkaniowych a mieszkanie w czymś co w najlepszym wypadku można nazwać altaną nas nie satysfakcjonuje. Niestety na dodatek na lato ceny poszły w górę a standardy się nie poprawiły więc same zdjęcia w internecie nas zniechęcały. Tak czy siak zarejestrowaliśmy się w kilku agencjach i któregoś pięknego dnia wysyłałam z pracy fax z podaniem do jednej z nich. Na szczęście jak totalna lama nie mogłam sobie z tym faxem poradzić i Roxana (menagerka) musiała mi pomóc. A że jest z niej wścibskie i mało dyskretne babsko to na całą firmę się wydarła z pytaniem czy znowu szukamy domu?..... I wdzięczna jej jestem za to, bo dzięki temu go znaleźliśmy.
Stała akurat koło nas znajoma która właśnie wykopała z domu poprzednich najemców i szukała kogoś zaufanego. (Poprzedni lokatorzy zrobili jej tam straszny syfff włącznie z powybijanymi oknami i dziurami w drzwiach) No i tak się zgadałyśmy, zaprosiła nas żebyśmy go sobie obejrzeli no i zdecydowaliśmy się od razu. Nie mówię że dom jest jakieś cudo, co to to nie. Typowy dom zbity z dech ale ma kilka plusów. Po pierwsze ma izolację w ścianach i dachu, po drugie cały wyłożony jest w środku boazerią (jakby nie było dodatkowa warstwa izolacyjna), ma tak samo 3 sypialnie jak nasz ale ma nową kuchnię i będzie miał nową łazienkę i pralnię, nowe dywany i zasłony. W ogródku jest dużo miejsca do sadzenia warzyw i Joana (tak ma na imię) jest fanatyczką ogrodnictwa więc już nam zasadziła co nieco. Poza tym ogródek jest podzielony na dwie sekcje jedna z przodu i druga z tyłu domu, obie w pełni ogrodzone i zamykane (czyli Lilianka będzie mogła latać po trawie do woli bez nadzoru:). Dom jest w wyśmienitej lokalizacji - 15 minut na nogach od pracy (czyli zaoszczędzimy dobre $100 miesięcznie na benzynie) i 200 metrów od plaży (podobno w nocy słychać morze:). No i generalnie ta dzielnica jest dużo lepsza, będziemy mieli fajny spacerniak nad rzeczką i co najważniejsze słynny Coastal Walk prawie u drzwi. Coastal Walk to ta alejka która prowadzi przez 12 kilometrów nabrzeżem od Bell Block do samego portu w New Plymouth (pisałam o niej na samym początku bloga). A i jeszcze będę miała jakieś 300 metrów do klubu bokserskiego do którego od 2 tygodni chodzę na fitness-boks. (Zabieram się za siebie bo od 2 lat siedzę na tyłku:) A wracając do domu to ma on jeszcze duży garaż i super rzecz - osobny maleńki domek dla gości:) (Albo dla Chmiela jak mi podpadnie, hihihi:)
No co do ceny to od razu jej powiedziałam ile możemy dać i mimo tego, że w tej dzielnicy za taki dom mogłaby spokojnie 50 do 100 dolarów więcej tygodniowo dostać oddaje nam go za 250. Jak sama powiedziała woli wynająć taniej komuś zaufanemu niż drogo byle komu i potem ponosić takie koszty jak teraz (musi wymienić wszystkie dywany, wstawić 2 nowe okna i 2 pary drzwi, wymienić całą ubikacje bo starą rozbili, załatać dziury w tarasie no i jeszcze sprzątanie - całą boazerię musiała prawie, że skrobać bo taka brudna była).
Tak więc wyprowadzamy się 16-go lutego.
Coraz częściej sprawdza się nam stare nowozelandzkie powiedzenie że 'wszystko co dobre przyjdzie we właściwym czasie'.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz