Mniej więcej w ty samym czasie kiedy byliśmy w jaskiniach (może kilka dni wcześniej) wybraliśmy się do miasteczka po drugiej stronie wulkanu i odwiedziliśmy polecane przez wszystkich muzeum.
Generalnie to muszę przyznać że różni się ono zdecydowanie od muzeów do których jesteśmy przyzwyczajeni.
Opowiada ono historię Nowej Zelandii od przybycia na nią pierwszych ludzi ( Maorysów którzy przypłynęli na nią z wysp Pacyfiku) poprzez wojny między klanami, przybycie pierwszych białych ludzi oraz ich wpływ na dalsze wojny między klanami (generalnie Maorysi byli bardzo bojowo nastawioną nacją), kolonizację wysp przez białych, rozwój przemysły i technologii aż do czasów współczesnych. Nie znajdziecie tu jednak zbyt wielu artefaktów muzealnych czy obrazów. Za to całe mnóstwo misternie wykonanych makiet oraz figurek ludzi i zwierząt. Maleńkie figurki prezentują sceny z czasów dawnych, natomiast żywych rozmiarów manekiny wykonują codzienne prace nowozelandzkich pionierów. W dalszej części muzeum można obejrzeć wszelkiego rodzaju urządzenia które miały znaczący wpływ a rozwój kraju takie jak traktory na gąsienicach i dojarki...
Poza samym muzeum na obiekcie była też dostępna przejażdżka lokomotywą, przeprawa łódką po jaskini wielorybników i kafejka. Skorzystaliśmy z dwóch ostatnich. Jaskinia wielorybników została wykonana w całości przez ludzi ze studia filmowego Weta (władca pierścieni, awatar) a zajęło im to 5 lat. Przeprawa zajmuje jakieś 5 minut a kolejnym misternie wykonanym manekinom i sprzętom prezentującym historię handlu pomiędzy białymi i Maorysami wrażenia dodają efekty dźwiękowe i świetlne z finałowym wystrzałem z armaty skierowanej prosto w naszą łódkę:). Niestety zdjęć mamy niewiele, ale co mamy pokażemy:
Podobno twarzy manekinom użyczyli prawdziwi mieszkańcy Hawery:)
Po kawce i ciastku w muzeum skoczyliśmy jeszcze obejrzeć samo miasteczko - oczywiście nic ciekawego, typowy dziki zachód -ciekawe ale nowozelandzkie miasteczka często wyglądają jak żywcem wyjęte z dzikiego zachodu:
To zdjęcie akurat nie nasze ale tak dla zobrazowania tego o czym piszę:)
A wracając do tematu, to jako że nie było co oglądać poszliśmy do parku i przynajmniej Lilianka miała trochę uciechy:):)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz