sobota, 16 marca 2013

Przeprowadzka i Wangomomona

No to się przeprowadziliśmy:)
I mamy internet!! Jak to bywa przy przeprowadzkach wszystko musieli nam na nowo popodłanczać no i oczywiście samo rozpakowywanie trochę nam zajęło ale wreszcie się z grubsza ogarnęliśmy.
Generalnie dom jest taki jak pisałam chociaż widzę, że prędko się tej nowej łazienki ani kibla nie doczekamy. Na razie Joana usunęła starego grata samochód sprzed domu i zamontowała nowy sraczyk ale łazienka i toaleta (a zwłaszcza podłoga) dalej wymagają remontu.
Ale nie narzekamy, podoba się nam dużo bardziej niż w poprzednim domu, jest czyściej i ładniej i chce mi się nawet przy nim robić (w starym mnie niemoc ogarniała bo czy czysto czy brudno i tak wyglądał obskurnie).
Ogródkiem też się zajęliśmy, choć to Chmielu bardziej o niego dba niż ja, ale posadziłam już nasze zimowe warzywa jak marchewkę i brokuły i zaryzykowałam z kilkoma bardziej letnimi jak kapusta pekińska. Idzie co prawda jesień ale jeszcze z 3 miesiące nie powinno być zimno.
Poza tym to lokalizacja faktycznie wyśmienita, a że od kilku tygodni mamy bezustanne słonko to po pracy chodzimy się kąpać w morzu. Liliance tez chyba takie coś odpowiada i powoli zaczyna bawić się w piachu i pluskać w bajorkach. Tak na prawdę do tej pory pobyt na plaży raczej ją nudził. A jeśli nie jesteśmy na plaży to łazimy na spacery po okolicy, wiec czas nam upływa raczej przyjemnie. Niestety przez całą ta przeprowadzkę trochę zaniedbaliśmy nasze weekendowe wycieczki i jak do tej pory wybraliśmy się w dwa miejsca. Raz nad jezioro Mangamahoe, gdzie już kiedyś byliśmy i raz na camping do maleńkiej mieścinki zwanej Wangamomona.

Nad Mangamahoe pojechaliśmy ponieważ zaczął się sezon na jeżyny i postanowiliśmy trochę ich nazbierać. Zgarnęłam przy okazji koleżankę z pracy (żeby nie było jak większość moich znajomych teraz dobrze po 60tce:) Nazbieraliśmy 2 małe wiaderka i porobiłam w domu soki, dżemy i pomroziłam i udało się nam też znaleźć kilka maślaków:) Sue (koleżanka) z przerażeniem patrzyła jak je zbieramy bo oczywiście tutaj ciemniaki znają tylko pieczarki ze sklepów. Lepiej dla nas, przynajmniej sobie na następny rok grzybów nazbieramy:) Czekamy teraz na deszcz i znowu pojedziemy:)

A do Wangamomony pojechaliśmy w zeszły weekend bo mieliśmy długi weekend. Miałam ochotę wybrać się gdzieś na noc i połazić trochę od rana. Niestety z łażenia niewiele wyszło bo oprócz zwykłej polnej drogi nie było w okolicy żadnych szlaków. Ale za to zaliczyliśmy Wangomomoński pub:) i łyknęliśmy trochę historii. Otóż Wangomomona jest bardzo niezwykłą wioską bowiem uważa się za tak oddaloną od wszelkiej cywilizacji, że raz na 2 lata ogłasza się niezależną republiką na jeden dzień:) Wybierają sobie prezydenta i organizują festyn na który zjeżdżają się setki ludzi. Co ciekawe przez kilka lat z rzędu prezydentem Wangomomoy była koza- dopóki nie zdechła:) W barze który jest również głównym ośrodkiem kultury w miasteczku można za 5 dolarów kupić sobie Wangomomoński paszport oraz zupełnie za darmo dostać pieczątkę do własnego paszportu:) Niestety my swoich nie mieliśmy, wygląda więc na to, że będziemy musieli jeszcze tam wrócić. No a jeszcze jedną rzeczą poza pubem o której warto wspomnieć w Wangomomonie są najpiękniejsze wschody słońca jakie kiedykolwiek widziałam. Załączam kilka zdjęć choć nie oddają one rzeczywistości














3 komentarze:

  1. Przepiękne zdjęcia, niesamowicie zazdroszczę tych widoków! W Nowej Zelandii jeszcze nie byłam i chętnie bym się wybrała, jeśli jest chociaż minimialnie taniej niż w Australii - tam dorwać tanie mieszkanie graniczy z cudem. Ale dla widoków z pewnością warto :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakby ktoś jeszcze szukał namiarów na firmę, która zajmuje się profesjonalnie przeprowadzkami to zdecydowanie polecam https://tiptoptrans.pl/ . Cennik jest bardzo przystępny, więc nie odczujecie obciążenia dla budżetu

    OdpowiedzUsuń