No to wątek Coromandel zakończony, parę ciekawostek z ostatnich tygodni jeszcze opiszę ale innym razem. Tym czasem chcę się pożalić troszkę i sobie ulżyć. W pracy mnie dzisiaj jedna taka wyprowadziła z równowagi. A ta jedna to Joanna od której wynajmujemy dom i która już od jakiegoś czasu mnie strasznie wkurza. Z reszta nie tylko mnie Darka też. Generalnie to jest ona przełożoną pielęgniarek i poniekąd moją też i po prostu okazało się że jest wredną babą, innymi pomiata i wydaje się jej, że wszystko wie i tylko by pouczała i krytykowała i to na dodatek z głupawym uśmieszkiem na twarzy. Na szczęście ze mną nie ma za dużo do czynienia w kwestiach zawodowych. Problem niestety tkwi w tym mieszkaniu.
Kiedy zaproponowała nam wynajem wszystko wyglądało ok, cenę kilkukrotnie potwierdziła i mówiła że się cieszy, obiecała zabrać graty z garażu i domku dla gości, miała wyremontować kibel i łazienkę oraz naprawić bramę. Teraz, choć minęło już kilka miesięcy i tylko klozet nam wymieniła zaczyna nam rzucać tekstami że jej synowi nie podoba się cena za którą nam wynajmuje dom bo jest wart dużo więcej. No do cholery jasnej przecież się jej pytałam kilka razy czy na pewno jej pasuje cena... a co mnie obchodzi że nie skonsultowała się z synem.. Na dodatek dalej zasłaniając się synem mówi mi dzisiaj, że rzeczoznawca przyjdzie dom wyceniać bo może go będzie sprzedawać, ale nie jest pewna, no bo to zależy, bo może się jej w dalszym ciągu bardziej opłacać wynajmować, ale nie za tą cenę i że generalny remont jak coś, ale że nie wie... nic nie wie... od syna zależy... No szlag mnie trafia z czymś takim, jakbym wiedziała że będzie planowała dom sprzedawać to bym go wcale nie wynajmowała i ona dobrze o tym wiedziała bo jej się nawet żaliliśmy jak to nas poprzednia właścicielka postawiła w takiej samej sytuacji, że po pół roku musieliśmy się wynosić bo dom sprzedaje. A ta nam chce to samo zrobić!!
No w każdym razie nie ważne co zrobi ani kiedy, my z Chmielem powoli zaczniemy czegoś szukać a na razie zaprzestaniemy wszelkich prac które mieliśmy przy domu robić. Bo Chmielu przytargał ostatnio z roboty całą skrzynkę sadzonek przed dom i nowe linoleum do kibelka i grządkę na truskawki miał mi kopać. No ale ja już to pierniczę, a truskawki mogą sobie mieszkać w doniczkach, jak się przeprowadzimy to wezmę je ze sobą!!
Tak myślę że Chmielu za 5 tygodni kończy kurs, to może on sobie zacznie szukać nowej pracy, w jego branży to pewnie raczej nie w New Plymouth i jakby mu się coś trafiło to byśmy się wtedy przeprowadzili... Choć polubiłam już to nasze New Plymouth. Z reszta co ma być to będzie, na razie nam się pod dupą nie pali a znając Joanne to zejdzie jej jeszcze kolejne kilka miesięcy zanim coś z domem postanowi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz