wtorek, 6 sierpnia 2013

Wypad na narty

Nareszcie doczekaliśmy się wakacji:):) A bardziej to ferii zimowych:)
Pracowaliśmy ciężko cały rok i nareszcie pozwolili nam wybrać urlopy. I tak nie poszaleliśmy bo oszczędzamy sobie wolne na lato, ale że nie byliśmy na nartach już półtorej roku to musieliśmy zaliczyć jakiś stok:)
Wypad czterodniowy, planowaliśmy już od dwóch miesięcy z Ryśkiem i Teresą. Zorganizowaliśmy sobie nocleg w wynajętym domku i kosztował nas tyle co nic. Obawialiśmy się troszkę o pogodę bo prognozy zapowiadały deszcze na cały weekend ale nawet nie było najgorzej, z resztą zaraz się wszystkiego dowiecie. Ale od początku.
Wybraliśmy się na narciochy (i snowboardy) do centrum narciarskiego w Parku Narodowym Tongariro gdzie znajdują się trzy wciąż aktywne wulkany: Ruapechu, Ngauruhoe i Tongariro. Stoków są dwa, oba na Ruapechu z czego my wybraliśmy się na Whakapapa. Noclegi z kolei zabukowaliśmy sobie w miasteczku Turangi, około 40 km od stoku. Generalnie to bardzo tym wszystkim byliśmy podekscytowani ponieważ w tych regionach jeszcze nas nie było a wszyscy mówią, że jest to jedna z większych atrakcji turystycznych w Nowej Zelandii. Nie stoki narciarskie ale Park Narodowy i termalnie aktywne regiony z wielkim jeziorem Taupo.
W podróż wybraliśmy się już w czwartek żeby nie tracić dnia na nartach, zwłaszcza, że ta pogoda miała być do kitu od soboty.  W piątek rano przywitała nas całkiem niezła aura, trochę słońca trochę chmur ale bez deszczu, także o 11 (trochę nam zeszło zanim się wygrzebaliśmy) byliśmy na stoku razem z Teresą i jej synem Aleksem. (Ryśka jeszcze nie było bo córka im się przeziębiła i postanowili przyjechać w piątek wieczorem). My kupiliśmy jeden karnet na całą górę, żeby się wymieniać przy Liliance a Teresa i Aleks kupili sobie po karnecie na oślą łączkę bo młody pierwszy raz próbował Deski a Teresa nie była na nartach 15 lat. No i te 15 lat dało się jej we znaki bo jak szybko założyła narty tak samo szybko je zdjęła, a że nie mogła już oddać karnetu to dała go mi i poprosiła żebym młodego trochę pouczyła deski a ona zajmie się Llianką. Także obydwoje z Darkiem pojeździliśmy sobie całkiem nieźle, najpierw ja z młodym na oślej łączce a on na stoku a potem się zmieniliśmy. Lilianka tymczasem zaliczyła z Teresą kilka zjazdów na sankach oraz 6 przejażdżek wyciągiem w tą i z powrotem:):):) Tak się jej podobało!! Po czym wylądowały w barze bo Teresa zamiast zwrotu pieniędzy za wypożyczony sprzęt dostała kupon do wykorzystania na terenie stoku, więc umilała sobie życie grzańcem:):)
A tu zdjęcia z pierwszego dnia:

Widok na jezioro Taupo

Ngauruhoe

 Widok na Tongariro i Ngauruhoe

 Panorama z Ruapechu

 Nie żeby-jeszcze się wulkan dymi!!

 Tongariro ze ściętym czubkiem



Lilianka na saneczkach:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz