Buziaczki od Lilanki:*
Następnie podjechaliśmy do ula:). Znaczy do sklepu z miodami i pochodnymi. Oczywiście obydwie z Teresą stwierdziłyśmy że byliśmy tam zdecydowanie z krótko. Ona nie zdążyła spróbować wszystkich pitnych miodów a ja nie zdążyłam się wypaprać wszystkimi próbkami kremów....A to wszystko przez to że spieszyliśmy się na otwarcie tamy na jeziorze. Zdążyliśmy w ostatniej chwili (odliczanie na zegarze wskazywało ostatnie sekundy:)
Potem wybraliśmy się na farmę. Lilanka miała super uciechę:) My z resztą też:)
Kurcze ale tych zdjęć, a to jeszcze nie koniec bo po farmie pojechaliśmy obejrzeć kratery:):) Craters of The Moon czyli gejzery, bulgoczące bagienka i wszechobecny zapach siarki:
A na koniec zaliczyliśmy jeszcze raz gorące źródełko zrobiliśmy sobie powtórkę z rozrywki z poprzedniego wieczoru:):)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz